fbpx
Ratusz poznański Fot. Joanna Łaszcz

Dialekt wielkopolski cz. I – dej pyry z gzikiem czy cuś

„Dej” – spotkamy w slangu internetowym, ale też na terenie województwa wielkopolskiego. Dialekt wielkopolski przybliża Olek Sikorki.

Nasz ojczysty język polski słynie z bogatej fleksji, szeleszczącego brzmienia, ale też z różnorodności swoich regionalnych odmian. Ilekroć mówi się o mowie góralskiej czy o etnolekcie śląskim, to gwara z obszaru początków państwa polskiego jest często pomijana i nie każdy wie, jak ona (mniej więcej) brzmi. Każdy Polak, zależnie od miejsca zamieszkania, mówi z nieco innym akcentem, posługując się charakterystycznym dla swojego regionu słownictwem. Wielkopolanie nie są wyjątkiem!

Mieszkańcy najstarszej polskiej dzielnicy posiadają również swój wyjątkowy dialekt, który naprawdę warto poznać. Jak on brzmi i kto się nim posługuje? Gdzie można jego brzmienie usłyszeć i znaleźć o nim informację? Czym się różni gwara od dialektu? I czy podczas pobytu chociażby w okolicach Poznania napotkacie trudności w zrozumieniu mieszkańców? Jako rodowity Wielkopolanin z przyjemnością wprowadzę Was w tajniki mowy, która jest bliska mnie oraz wielu innym mieszkańcom obszaru kolebki polskości.

Tej, to jak? Zaczynomy godać o naszym jynzyku? Jo z przyjymnościum!

Dialekt wielkopolski: kto i gdzie się nim posługuje?

Jak wiadomo, gwara to jedna z niestandardowych odmian języka. Wielkopolska mowa nie jest zatem na porządku dziennym w urzędzie czy innych miejscach publicznych, ale wśród znajomych w codziennych sytuacjach – jak najbardziej! Niektórzy sądzą, że typowym dialektem wielkopolskim posługują się tylko osoby starsze lub nawet margines społeczny. Jest to i prawda, i nie.

Z jednej strony zgadza się, że tego dialektu używają zazwyczaj osoby najczęściej w granicach 40. roku życia wzwyż, gdyż typowo wielkopolskie słówka przechodziły okres świetności w XX wieku. Z drugiej strony nie jest regułą, że po wielkopolsku mówi tylko margines społeczny. Zapewne wiele takich jednostek – tak, choć nie jest to regułą. Inni myślą, że dialekt dominuje wśród ludności wiejskiej. Jak ma to się do rzeczywistości? Oczywiście, na terenie województwa znajduje się masa wsi i pochodzący z nich ludzie używają charakterystycznego dla Wielkopolski słownictwa i zmieniają brzmienie niektórych rdzennych słów, ale równie wiele takich osób pochodzi z miast!

W samym Poznaniu, gdzie ta mowa wręcz króluje, spotkać można niejedną osobę, która dumnie używa swojej gwary. Wielkopolski dialekt dotyczy zatem zarówno ludności miejskiej jak i wiejskiej.

Dialekt wielkopolski a gwara poznańska

Należy również rozróżnić dwa określenia: dialekt wielkopolski oraz gwara poznańska (czy jakakolwiek inna). Ten pierwszy to ogół różnego rodzaju tradycyjnych i ogólnoregionalnych zasad fonetycznych i leksykalnych, które są na porządku dziennym w większości całego województwa lub bardziej krainy etnograficznej. Sama gwara poznańska to określenie mowy poznaniaków, a więc tego najbardziej popularnego słownictwa regionu.

W językoznawstwie gwara uchodzi za jednostkę podrzędną dialektu języka, na który składa się od kilku do kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu lokalnych gwar. To właśnie w stolicy Wielkopolski spotkamy w restauracji znamienne pyry z gzikiem lub osłodzimy sobie życie szneką z glancem. Należy oczywiście podkreślić, że dialekt wielkopolski i gwara Poznania absolutnie się nie wykluczają, wręcz przeciwnie! Wielkopolska podzielona jest na wiele powiatów i każdy z nich, jak wspomniałem, ma swoją nieformalną gwarę. One wszystkie składają się na całokształt bogatego dialektu wielkopolskiego, którego ogólne zasady są wspólne dla większości mieszkańców. Tak więc „pyrki” czy „sznekę” spotkamy również w wielu, wielu innych miejscach, w tym przypadku to chyba w całej Wielkopolsce.

Różnice, różniczki

Mieszkańcy różnych miast w województwie, zależnie od położenia na mapie, posiadają jak wiadomo trochę inną leksykę, każdy na swój sposób „przekręca” wyrazy, ale i tak ogółem zasady są bardzo zbliżone, gdyż wiele wzorców czerpano z Poznania, mowa którego mieszkańców stanowi nieformalną, tę wręcz wzorcową formę dialektu. Wiadomo, że mieszkaniec Kalisza mówi trochę inaczej niż ktoś z Chodzieży, a gnieźnianin nie zawsze będzie znał słówka charakterystyczne dla mieszkańca Konina, ale i tak większość nieformalnych reguł jest ze sobą powiązanych, aczkolwiek wspomniane regionalizmy w obrębie samej Wielkopolski to coś na porządku dziennym.

Gwara poznańska to najbardziej znane wydanie dialektu wielkopolskiego, a charakterystyczne dla niej określenia występują też w wielu innych miastach, co znaczy, że są wspólne, choć pierwotnie zazwyczaj typowo poznańskie. Największe prawdopodobieństwo używania  innych ciekawych słów typu: antrejka, bana czy ćmiki występuje w najbliższej okolicy stolicy, a więc w Gnieźnie, w Śremie czy Szamotułach, ale równie bardzo możliwe, że ktoś z południa czy zachodu także będzie to znał i razem z nieco innymi cechami fonetycznymi będzie używał w ramach swojej gwary. Język kolebki państwa polskiego to zatem nie tylko poznańskie, ale i wspólne smaczki językowe. W tym artykule będę pisał z mojej własnej perspektywy, a więc języka mi samemu regionalnie najbliższego, choć staram się brać pod uwagę całokształt.

Po tak wnikliwym rozpatrzeniu zależności między gwarami, przejdźmy w końcu do konkretów i zajmijmy się typową dla Wielkopolan wymową słów!

Poznań (część Starego Browaru). Podpis: Dialekt wielkopolski w stolicy województwa. Czy w Starym Browarze znajdziecie antrejkę? Fot. Joanna Łaszcz
Dialekt wielkopolski w stolicy województwa. Czy w Starym Browarze znajdziecie antrejkę? Fot. Joanna Łaszcz

Dialekt wielkopolski: wymowa

Wczorej na kolacje zjodłym świyży chlyb ze szmolcym, a dzisiej na łobiod byndzie czornina zez nudlami.

Drogi Wielkopolaninie, nie gwarantuję, że w Twoich stronach właśnie tak jak wyżej 1:1 określi się posiłek, ale jest tego duże prawdopodobieństwo! W zdaniu zastosowałem bowiem typowe dla większości Wielkopolan zabiegi fonetyczne, które sprawiają, że ich język brzmi tak specyficznie. Na pierwszy rzut oka dialekt wielkopolski, którego próbkę Wam powyżej przedstawiłem, nie wydaje się czymś trudnym do rozszyfrowania. Jeśli ktoś nie pochodzi z Wielkopolski, to nie powinien mieć problemów ze zrozumieniem chociażby poznaniaka, który właśnie tak mógłby rzec. To jednak tylko zmiana ogólnopolskich słówek i najprościej mówiąc – głównie przekształcenie ich samogłosek. Właśnie teraz o tym Wam opowiem, a potem urządzę Wam przewodnik po typowo naszej gwarowej leksyce.

Warto na początku zaznaczyć, że gwara Wielkopolan nie ma formy typowo spisanej. Jest to mowa potoczna, której niektórych dźwięków nie jest łatwo opisać pisemnie. W tym artykule mogą zdarzyć się powszechne błędy językowe, ortograiczne lub inne odstępy od poprawnej polszczyzny, ale wszystko w celu oddania jak największego realizmu języka mówiego. Postaram się Wam przybliżyć najwierniejszą wymowę najogólniejszego dialektu wielkopolskiego, chociaż możliwe, że nadużyję lekko gwar z Wielkopolski środkowo-wschodniej, czyli tej, w której ja sam mieszkam i której mowa jest mi najbardziej znana.

Zamiast [a] powiemy [o]

Myślę, że najbardziej charakterystyczną cechą wymowy Wielkopolan jest specyficzna wymowa tzw. „a pochylonego”, czyli wymawianie głoski [a] jako [o]. Jest to bardzo typowa, o ile nie najbardziej znana dla większości tych stron zmiana fonetyczna.

Do najczęstszych końcówek, gdzie [a] zmienia się w [o] należy forma drugiej osoby liczy pojedynczej w czasie teraźniejszym (np. miyszkosz, grosz, mosz, chowosz, rzucosz albo oglundosz) oraz trzeciej osoby liczby pojedynczej rodzaju męskiego w czasie przeszłym (np.  pojechoł, zabroł, śpiywoł, mioł, siydzioł lub powiydzioł, aczkolwiek po dodaniu końcówki –, czyli stworzeniu drugiej osoby, cały czas będzie to poprawne i autentyczne!).

Ponadto taką wymowę „a pochylonego” spotyka się w zakończeniach nazw zawodów (np. w słowach murorz, kominiorz, malorz) lub nawet w bezokolicznikach czasowników (np. groć, stoć, miyszoć, zbiyroć albo lotać). Poza tym charakterystyczne [o] występuje też w masie słów, gdzie nie ma konkretnej zasady dotyczącej użycia tego dźwięku. Takie, które pierwsze przychodzą mi na myśl, to np. trowa, piosek, gornek, kwiot, burok, bioły, czorny, twordy, rzodki, dzieciok, chłopok, kurczok, ciostka, świot, ptok albo krzok.

Dodatkowe warianty

Niby zasad nie ma, ale najczęściej omawiana wymowa „a pochylonego” występuje w słowach jednosylabowych lub tam, gdzie a jest w sylabie ostatniej. Zdarza się, że to [o] jest bardziej zaciągane i może przypominać coś na wzór połączenia z samogłoską [u], więc taka tro(u)wa też może być czymś spotykanym w mowie [jest to najpewniej dyftongizacja, o której więcej informacji znajdziecie niżej – przyp. red.].

Na dodatek specyfika „a pochylonego” może też dotyczyć słów rodzaju żeńskiego, które siłą rzeczy kończą się na –a. Są to zazwyczaj przymiotniki, zaimki albo czasowniki, np. długa(o), mała(o), taka(o), cała(o), była(o), zrobiła(o), mioła(o) (uważać należy na to, że we wzorcowej polszczyźnie niektóre słowa już istnieją i są innymi rodzajami wielkopolskiej formy). Tak na dobrą sprawę nie jest to w tym przypadku (żeńskich form) silne [o], a raczej subtelne połączenie samogłosek [o] z [a], co w wymienionych przykładach sygnalizuje nawias okrągły [też najpewniej dyftongizacja – przyp. red.].

Pamiętać też należy, że w przypadku tej wymiany nie można trzymać się sztywno zasad, gdyż absolutnie nie każde „a” w słowie będzie wymawiane jako [o]. Niektóre takie twory mogą być po prostu zbyt, powiedziałbym, na siłę, jak np. w słowie mieszkanie, szafa lub dach, gdzie zamiana głosek [a] na [o] dla mnie osobiście nie byłaby naturalną, ale raczej przekoloryzowaną wymową, choć może to też zależeć od regionu.

Zamiast [a] powiemy [e]

Samogłoska [a] może być też przez Wielkopolan zmieniana na [e], zazwyczaj w trybie rozkazującym drugiej osoby, np. dej, słuchej, uciekej, śpiewej, przyznej czy rzucej, w niektórych bezokolicznikach, np. miyć, drzyć, strzyc (‘strzec’), biyc, widziyć, piyc itd. Zresztą nie tylko, bo również chociażby w słowie wczorej, analogicznym do niego dzisiej albo w słowie tutej.

A jak już przy samogłosce e, to z nią w roli głównej w Wielkopolsce też mamy pewne oboczności. Jest ona najczęściej zmieniana na [y]. Zasad w tym wypadku jest również niewiele, ale ułatwieniem może być to, że w większości przypadków występujące [e] zmienia się właśnie na [y] (lub w przypadku [ie] na coś bardziej brzmiącego na [i]). Mogą być to słowa zarówno w wersji pierwotnej , jak i już bardzo liczne odmienione.
Przykłady: śniyg, gazyta, chlyb, zygar, cmyntorz, talyrz, tyn, dyszcz, świytny, biyda, tyż, kamiyń, syr, mlyko, ciymny, brzyg, grzyjnik, kobiyta(o), torybka(o), cukiyr, szybciyj, potym, ziymnioki (choć i tak wygrywają pyry ☺), byłym, wróciłym, piłym, tamtyn, statkiym, chłopcym, małygo, dużygo, twojygo, drugiygo… (dziesięć ostatnich – już po odmianie).

Wspomniałem już o samogłosce o. Jeśli występują ona już pierwotnie  w słowie, to w niektórych przypadkach może być ona wymawiana jako delikatne [u] bądź dyftong [o(u)], choć nie należy też tutaj popadać w skrajność i czytać każde „o” jako [u]. Do takich najczęstszych przykładów należy doktur, zieluny, czerwuny, nuwy, maślunka, pomidur, czekulada, kuniec, dum, telewizur czy cuś.

Dyftongizacja (dwa dźwięki zamiast jednego)

Ponadto zaimki osobowe dla trzecich osób również zazwyczaj podlegają mniej więcej tej regule, stąd spotykamy dyftongi: (u)ona, (u)on, (u)oni, (u)one (subtelne połączenie, nie silne [u]). W innych przypadkach z głoską o często może dojść do zjawiska, w którym pojawia nam się delikatnie wymawiana spółgłoska… ł! Przykłady:  łokno(u), łojciyc (‘ojciec’), łogórek, łodchodzić, łokulory. Może tez to, choć rzadziej, wystąpić w środku słowa. Niektórzy Wielkopolanie mają też w zwyczaju upraszczać sobie wymowę [ł], po prostu go nie odczytując i wydłużając sąsiadujące litery, np. w słowie długi [duugi] albo półtorej [puutorej].

Samogłoski nosowe

Jeśli chodzi o kwestie samogłosek nosowych, to mieszkańcy Wielkopolski są w tej kwestii dosyć… niedbali. Chodzi o to, że jeśli słowo jest zakończone w odmianie na –ą, to Wielkopolanie bardzo wyraźnie czytają to jako [om] (lub coś na wzór połączenia tego z [um]), a więc najzwyczajniej upraszczają sobie wymowę. Przykłady: sympotyczno(u)m, miło(u)m, skrzynko(u)m, szuflado(u)m, lampo(u)m

Ponadto jeśli nosowość jest w środku słowa, to tutejsi również dosyć brutalnie sobie ją upraszczają. Dla przykładu „książka” to będzie zazwyczaj ksiunżka, a „tęcza” to tyncza. Widzimy zatem, że [ą] zmienia się w  [un], natomiast [ę] – w [en], a właściwie [yn], biorąc pod uwagę wcześniej opisaną oboczność fonetyczną (zmiana [e] na [y]). W praktyce takie [un] i [yn] będzie brzmiało jak nosowa forma samogłoski [u] oraz [y], ale z racji, że w polskim takiego znaku nie ma, musimy wspomóc się literką [n], która tę nosowość imituje.
Inne, często spotykane przykłady: munka, piyniundze, miynta, miynki, pryndki, ryncznik, wiyncyj, miyndzy, wunż, zajunc, sunsiod (‘sąsiad’), porzundek, dźwiynk, ksiundz, rynka, runczka, munż, świynto, sprzuntać, szczynśliwy, pyndzel, wszyndzie, gynsty, goruncy, wynch, kryncić, pajunk, jynzyk, piuntek, piynkny albo wstunżka.

Warto też dodać, że w niektórych regionach województwa nosowość może w ogóle zaniknąć, więc „książka” stanie się ksiużką.

Udźwięcznienia 

Bardzo charakterystyczną cechą dla Wielkopolan jest dźwięczne wymawianie głosek, które… w danym słowie dla większości Polaków są z natury bezdźwięczne. Żeby było jaśniej: Wielkopolanin może wypowiedzieć słowo [kwiat] przez wyraźne [w], a nie [f], jak to mówią według zasad ubezdźwięcznień inni użytkownicy języka polskiego. Inne przykłady: chWała(o), tWordy, śWiot.

Warto też wspomnieć o innej, ciekawej cesze charakterystycznej dla mieszkańców najstarszej polskiej dzielnicy. Wielkopolanie, zwłaszcza w części środkowej województwa, tworzą tzw. udźwięcznienia międzywyrazowe. Chodzi o takie pary słów, w których ostatnia litera pierwszego słowa jest bezdźwięczna, a drugie słówko zaczyna się na głoskę dźwięczną. Przykład: „smak zupy” – Wielkopolanin może wypowiedzieć jako [smag zupy]. Inne takie pary słów to szeź metrów albo sztampowy przykład: Mozd Rocha (jeden z najsłynniejszych w Poznaniu), gdzie na dodatek [s] w słowie most udźwięcznia się i zmienia na [z].

Pozostałe cechy

Można spotkać się też z miękką wymową niektórych samogłosek syczących, np. śpilka albo dźwi.

Wielkopolanie mają też wyjątkową tendencję do uproszczeń słów, gdzie występują zbitki samogłosek. Wprawdzie prawdopodobne, że na większym zasięgu terenu trzy wypowie się jako [czy] zamiast [tszy], ale w Wielkopolsce będzie to możliwe częstsze.
Inne przykłady: czeba(o) (‘trzeba’), dzie (‘gdzie’), szczał (‘strzał’), dzieżawa(o), czymoć (‘trzymać’)… mieszkańcy omawianego regionu mogą też redukować niektóre głoski w wyrazie. Takim standardowym przykładem będzie słowo poedziała(o), czyli ‘powiedziała’.

W gwarach Wielkopolan, podobno w jako jednej z nielicznych, brak jest mazurzenia, czyli charakterystycznej zamiany spółgłosek: [sz] na [s] lub [cz] na [c].

W niektórych regionach Wielkopolski usłyszeć można charakterystyczną melodię zdania, w którym akcent pada na ostatnią sylabę, przez co taki zwrot do widzyniaa będzie brzmiał dosyć śpiewająco.

Brama z napisem "Studedent jest żartem w złym guście". Podpis: Z przymrużeniem oka: tym napisem na bramie wita Kampus Morasko UAM. Może pomyłka, a może gwara ;) Fot. Joanna Łaszcz
Z przymrużeniem oka: tym napisem na bramie wita Kampus Morasko UAM. Może pomyłka, a może gwara 😉 Fot. Joanna Łaszcz

Dialekt wielkopolski: podsumowanie

Opisałem wam właśnie dosyć wnikliwie najogólniejsze i zarazem najpopularniejsze cechy „przekręcania” wymowy w dialekcie wielkopolskim. Pamiętajmy jednak, że istnieje wiele cech typowych tylko dla konkretnych części naszego województwa. Ja sam opisuję tutaj język mi najbliższy, a więc ten z okolic Gniezna. Ale za to na takim południu, np. w okolicach Kalisza, używa się zdrobnień, takich jak malyśki zamiast maluśki, a niektóre spółgłoski wymawia się miękko, np. [n’] w słowie drabinia.

Wspominany zanik nosowości to cecha występująca najczęściej w Wielkopolsce północno-zachodniej, a na samym zachodzie mawia się np. dobryg zamiast dobrych albo dodaje się [j] przed niektórymi spółgłoskami dźwięcznymi, np. w słowach nojgi lub bogajstwo. W rejonie środkowym Wielkopolanie mają też czasami w zwyczaju dodawać ,,j” do przymiotników rodzaju męskiego, np. dobryj albo duugij, ale nawet też do rzeczowników albo odmian czasowników, np. żyjto czy też krzyjczy(j). Z kolei na wschodniej ścianie Wielkopolski mawia się [eł] jako [ał], np. w połączeniu pałne pudałko.

Tak jak wspominałem, gwara to kwestia bardzo płynna i nie będzie zaskoczeniem, że u was może tak się nie mawia. Nie ma jednego, uniwersalnego spisu wszystkich zasad wymowy wielkopolskiej, chociaż istnieją teoretyczne założenia (i jest w tym oczywiście masa prawdy i realnego stanu rzeczy). Jeśli ktoś chce jednak poznać wszystko to od kuchni, to najlepszą receptą będzie… wybranie się do Wielkopolski i zanurzenie w gwarze danego regionu. Może być to Poznań lub inne miejsce w pobliżu, byle tam było wielkopolsko!

Dla zainteresowanych – źródła

Jeśli kogoś zaciekawiły opisane zasady powyższej regionalnej fonetyki, to zapraszam do zapoznania się z szerszym spisem zasad (albo ogólnowielkopolskich, albo typowo poznańskich). Proponowane przeze mnie miejsca w Internecie, gdzie można o tym więcej poczytać, zostawiam w poniższych linkach. Ja sam najbardziej polecam stronę z tego pierwszego, gdyż tam bardzo szczegółowo i ciekawie, razem z przykładami, opisane zostały gwary z całej Wielkopolski (sam inspirowałem i posiłkowałem się tą stroną przy gromadzeniu dla Was tutaj opisanych zasad), ale nie tylko! Można tam znaleźć także wiele o innych polskich dialektach:

PS Użycie opisanych zasad ujrzycie też w praktycznym użyciu w drugiej części artykułu! Zdarzyć się też może, że niektóre z rdzennych, wielkopolskich słów będą miały już wyżej wymienione oboczności.

Olek Sikorski

 

olek sikorski

Autor artykułu Dialekt wielkopolski cz. I – dej pyry z gzikiem czy cuś opublikowanego na łamach Językowej Siłki w ramach Call For Papers 2020.

Aleksander Sikorski

Młody gnieźnianin, pasjonat nauki języków obcych oraz miłośnik historii, aktualnie licealista. Laureat konkursów historycznych i lingwistycznych, nagradzany za osiągnięcia w nauce. Na dzień dzisiejszy mówi po angielsku, niemiecku, hiszpańsku, francusku, rosyjsku, włosku, węgiersku, litewsku i duńsku, uczy się łaciny a w planach ma kolejne języki! Jeden z najaktywniejszych twórców społeczności ,,Językowa Siłka”, kreator i pionier systemu tygodniowego- opracowanej przez siebie innowacyjnej metody nauki języków, którą sam praktykuje i popularyzuje. Lingwista i umysł humanistyczny w 100%, swoje pasje ma zamiar realizować zawodowo. Prywatnie wielbiciel średniowiecza (szczególnie czternastowiecznej Polski), dobrych książek i seriali historycznych, sztuk plastycznych, języków i kultur Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Litwy i wszystkiego, co z nią związane (litewski to jego dotychczasowy, ulubiony język).