fbpx

Dialekt wielkopolski cz. II – gramatycznie i leksykalnie

Przegląd regionalizmów z Wielkopolski. Typowe końcówki i słownictwo regionalne, a na koniec tekst pisany gwarą. Zaprasza Olek Sikorski.

Z pewnością każdy z nas potrafi przyznać przytoczyć kilka przykładowych słów ze swojej regionalnej odmiany języka polskiego. Leksykalne bogactwo naszego języka, a w zasadzie jego lokalnych dialektów to coś niezwykle pasjonującego, przedmiot wielu badań i rozważań. Jeśli pomyślimy o Poznaniu, to zapewne pierwszą rzeczą, która przyjdzie nam do głowy, będą znamienne pyry z gzikiem, a więc klasyka gatunku mowy Wielkopolan. Możliwe, że niektórzy z Was znają słynny wierszyk, który zaczyna się: „W antrejce na ryczce stały pyry w tytce…”. Na pewno wielu mieszkańcom różnych stron naszego pięknego kraju kłopot sprawić by mogło przetłumaczenie tego na standardowy polski. Dlaczego?

Bo właśnie tak ciekawy i nieoczywisty pod względem leksykalnym jest właśnie wielkopolski dialekt naszego języka. Zapewniam Was, że mowa Wielkopolan to nie tylko wspomniane pyry z gzikiem, ale wiele innych określeń, które z pewnością zapadną Wam w pamięć. Ostatnim razem, Drodzy Czytelnicy, przedstawiłem Wam fonetyczny rys gwar wielkopolskich (jeśli przeczytaliście dokładne część pierwszą, to wiecie, dlaczego Lech Poznań to potocznie kolejorz, a nie kolejarz).

Tym razem zebrałem dla Was zbiór najważniejszych, najpopularniejszych i moim zdaniem najciekawszych słówek wprost z Wielkopolski, które stanowią prawdziwe dziedzictwo tego regionu. Nie zabraknie też elementów gramatycznych, od których zaczniemy, a także swoistego sprawdzianu na koniec tego bogatego i naszpikowanego przykładami tekstu.

Jesteście gotowi na zanurzenie się w kwintesencji języka poznaniaków, gnieźnian i wielu, wielu innych mieszkańców tych regionów? Przedstawiam Wam zatem drugą część mojego wielkopolskiego artykułu, w którym pokażę Wam, jak mieszkańcy najstarszej polskiej dzielnicy określają dobrze nam znane przedmioty na swój sposób!

Gramatyka po wielkopolsku

Nie myślcie sobie, że my Wielkopolanie nie mamy charakterystycznych cech w obrębie samej gramatyki! Po części podałem już pewne oboczności w wymowie końcówek fleksyjnych (np. mioł jako ‘miał’), ale warto przyjrzeć się też innym, bardzo specyficznym modyfikacjom, które są typowe dla mieszkańców kolebki Polski.

Końcówki czasowników

Na pierwszy ogień pójdzie końcówka –ta. Wielkopolanie używają tego sufiksu jako końcówkę koniugacji drugiej osoby liczby mnogiej, a więc „wy”. Nie będzie zatem niczym dziwnym, jeśli to usłyszycie w różnych regionach województwa. Co ciekawe, –ta może wystąpić w różnych czasach i przyjmować dwie formy:

  • ta (tj. standardową) w czasie teraźniejszym i przyszłym oraz w trybie rozkazującym i przypuszczającym,
  • śta/-iśta/yśta w czasie przeszłym.

Przykładowe zdania

  • w czasie teraźniejszym: Dzie jesteśta? Myślołym, że siydzita w do(u)mu!
  • w czasie przeszłym: W co się bawiliśta wczorej? A dzie łostatnio(u) chodziliśta?
  • w czasie przyszłym: Co byndzieta robić? Co zjeta na łobiod?
  • w trybie rozkazującym: Zróbta cuś pożytecznygo-, posprzuntejta pokój.
  • w przypuszczającym: Gdybyśta miyli dziyci, to bylibyśta szczynśliwi.

Co do innych ciekawych zjawisk w odmianie czasowników, to w niektórych regionach zaobserwować można także modyfikacje w pierwszej osobie liczby mnogiej, czyli „my”. Wówczas może być to –ma albo –ym, na przykład siedziym (‘siedzimy’) albo alternatywną wersję – siedziyma.

Wielkopolski trend, czyli partykuła że…

Wspomniałem już o czasie przeszłym. Nie można zatem nie powiedzieć słowa o bardzo charakterystycznej dla tych regionów partykule że, którą używa się przy tworzeniu czasowników w czasie przeszłym 1. i 2. osoby liczby pojedynczej i mnogiej. Normalnie powiedzielibyśmy „grałem”, ale Wielkopolanin (i możliwe, że nie tylko, bo słyszałem, że ta zasada wykracza nieco poza mój region) powie bardziej potocznie żem groł. Zamieni zatem kolejność tematu i końcówki fleksyjnej i dodatkowo doda jeszcze w tym przypadku oboczność w wymowie (opisaną w poprzednim artykule wymowę „a pochylonego”).

Formy z że, które poprzedza odmieniony w czasie przeszłym czasownik, brzmią dosyć archaicznie. Mimo to są one używane nagminnie w Wielkopolsce, nie tylko przez osoby starsze, gdyż sam coraz częściej słyszę używanie tych form przez młodsze pokolenia! Niektórzy Wielkopolanie również w tym przypadku (pomocniczych słów żem, żeś itd.) zamieniają wymowę [e] na [y], aczkolwiek nie jest to twarda reguła.

Odmieńmy sobie przez inne osoby przytoczony już przykład: jo żem groł, ty żeś groł, my żeśmy groli, wy żeśta groli. Zauważmy, że nawet tutaj w drugiej osobie liczby mnogiej mamy do czynienia z opisaną wcześniej końcówką –śta! Jak już mówiłem, dla form (u)on, (u)ona, (u)oni oraz (u)one nie mamy takiej formy i Wielkopolanin powie już bardziej poprawniej, że groł, groła(o), groli i groły.
Przykłady: Kiydyś żeśmy miyli taki wiylki telewizur!, To ty żeś śpiywoł pod prysznicym?, Jo żem se kupiła(o) no(u)woum torybke.

…oraz oboczności

Przy omawianiu gramatyki Wielkopolan warto przyjrzeć się innym obocznościom w odmianach, na przykład zmiany w formach bezokoliczników czy w deklinacji.

Do takich sztampowych „przekręcanych” końcówek należy chociażby forma dzieciami zamiast dziećmi np. w zdaniu Dzie idziyta z tymi dzieciami? Wygląda to na spore niedbalstwo językowe, ale zdarza się też, że niektórzy Wielkopolanie zmieniają –o na –e w celowniku niektórych rzeczowników rodzaju męskiego. Standardowe przykłady: wujewi zamiast wujowi albo też synewi w miejsce synowi.

W przypadku niektórych słów często zmienia się rodzaj! Najlepiej jest to widoczne w słowie myszów, które jest dopełniaczem mnogiej formy słowa mysz. Często spotykana forma bierę zastępuje biorę. Niektóre końcówki Wielkopolanie lubią (albo, jak to się częściej mawia: lubieją) upraszczać. Standardowym przykładem będzie mądzi. Domyślilibyście się, co to może być? Jest to mnoga forma przymiotnika mądry, czyli ‘mądrzy’. Mnie osobiście przykład ten bawi, tym bardziej, że zdarza się, że niektóre dzieci… piszą tak w szkole.

Wielkopolski dialekt słynie też z rozmaitych form zdrobnień. Zwłaszcza starsi ludzie mają w zwyczaju zdrabniać wiele nazw, dodając im końcówki np. –yszek, –uszek, –aczek.

Jeśli chodzi o przyimki, to w tych stronach „w” to prędzej wew, a „z” to zez.

Kolokacją, która dziwi wielu Polaków z innych regionów kraju, jest połączenie czasownika pytać z celownikiem, a więc komu? czemu?, podczas gdy wzorcową wersją byłaby kolokacja z biernikiem (kogo? co?). Wielkopolanie zamiast mówić np. pytam nauczyciela, powiedzą raczej pytam nauczycielowi. Taki fleksyjny haczyk!

Ciekawą cechą języka Wielkopolan jest również częstotliwość dodawania na końcu zdania słowa pytającego nie?, które jest wyrazem chęci odpowiedzi lub potwierdzenia rozmówcy lub potwierdzeniem jego zrozumienia nas. W przykładowym języku angielskim zwie się no echo tags i jest to również bardzo praktykowane przez mieszkańców Wielkopolski (możliwe, że nie tylko) i i przybiera właśnie formę ,,nie?” o wyraźnym pytajnym tonie. To teraz przykład- Jedziyta na wakacje do Niymiec, nie? Słyszeliśta, co się w nocy tutej na łulicy stało, nie?

Cechy i pochodzenie leksyki wielkopolskiej

Jeśli chodzi o ogólne cechy słownictwa wielkopolskiego, to w przypadku jego kształtowania duże znaczenie ma kontekst historyczny. Dialekt wielkopolski najbardziej intensywnie ukształtował się w wieku XIX, kiedy Polacy znajdowali się pod zaborem pruskim (a od 1831 – niemieckim, kiedy doszło do zjednoczenia Niemiec, zmiany nazwy państwa i zaboru). Germanizacja była zjawiskiem powszechnym, a bardzo liczne germanizmy zachowały się w nawet rdzennej formie do dziś. Statystyki mówią, że gwara poszczególnych Wielkopolan składa się nawet w 30% z określeń zapożyczonych z języka niemieckiego.

Germanizmy

Do najpopularniejszych germanizów należą: ajntopf (‘potrawa jednogarnkowa’, niem. Eintopf), bryle (‘okulary’, niem. Brille), badejki (‘kąpielówki’, od niem. baden), tytka (torebka, paczka czegoś, niem. Tüte), sznytloch (‘szczypiorek’, niem. Schnittlauch), szlauch (‘wąż ogrodowy’, niem. Schlauch), jaka/jaczka (‘marynarka’, kurtka, niem. Jacke), mantel (‘płaszcz’, niem. Mantel), szpryca (‘strzykawka’, niem. Spritze), heksa (‘wiedźma, czarownica’, ale też ‘niemiła kobieta’, niem. Hexe), hazaj (‘zając’, niem. Hase), nudle (‘makaron’ lub ‘kluski’, niem. Nudeln), bauer (‘rolnik’, niem. Bauer), kista (‘skrzynka’, niem. Kiste), kwirlejka (‘mątewka’, ‘kuchenny ubijacz do np. jajek’, niem. Quirl), flaszka (‘butelka’, niem. Flasche), haczka (‘motyka’, niem. Hacke), redyski (‘rzodkiewki’, niem. Radieschen), ancug (‘garnitur’, niem. Anzug), cug (‘pociąg’, ale też ‘przeciąg’, niem. Zug), narychtować (‘przygotować’, od niem. ausrichten), futrować (‘karmić’, niem. futtern), ganc (‘dosyć’, w miarę, niem. ganz), kanka (‘dzbanek’, niem. Kanne), mycka (‘czapka’, niem. Mütze), frechowny (‘bezczelny’, niem. frech), shajcować (‘spalić, ogrzać’, niem. heizen), eka (‘róg’, niem. Ecke), deczka (‘koc’, niem. Decke), szparać/szpyrać (‘oszczędzać’, niem. sparen), rajzować (‘podróżować’, ale też ‘przemieszczać się’, niem. reisen), ryktyk/rychtyk (‘poprawny, prawidłowy’, niem. richtig), biglować (‘prasować’, niem. bügeln), gajgi (‘skrzypce’, niem. Geige), fytrel (‘dzielnica, okolica’, niem. Viertel) i wiele innych.

Przesiedlenia i migracje na tereny Wielkopolski

Duży wpływ na tworzenie się obecnej gwary typowo poznańskiej miały przesiedlenia oraz liczne migracje w drugiej połowie XX wieku. To wtedy cechy mowy wiejskiej i miejskiej pomieszały się i doprowadziły do wykształcenia tej dzisiejszej, najbardziej ogólnej wersji dialektu. Warto też zaznaczyć, że Wielkopolanie używają również słów nieco archaicznych, które przed wiekami niegdyś były również na porządku dziennym w innych częściach Polski, ale wyszły z obiegu. Należą do nich chociażby słowo akuratny (‘idealny, dobrze dobrany’) czy mrzygłód (‘niejadek’). Na krańcach województwa spotkać można także słownictwo zapożyczone z innych regionów (np. z Kujaw lub Mazowsza). Warto też zaznaczyć, że omówione zasady gramatyczne (a możliwe, że również leksykalne) mogą wystąpić na rejonie szerszym niż Wielkopolska. Z pewnością nasza gwara dzieli jakąś część z sąsiednimi, gdyż pamiętajmy, że granice języka potocznego są bardzo płynne, o ile w ogóle istnieją!

Rynek w Gnieźnie. Podpis: Gniezno: pierwsza stolica Polski i jedno z ważniejszych miejsc Wielkopolski. Którymi z regionalizmów można opisać obrazek?
Gniezno: pierwsza stolica Polski i jedno z ważniejszych miejsc Wielkopolski. Którymi z regionalizmów można opisać obrazek?

Wielkopolski słownik

W antrejce na ryczce stały pyry w tytce

Niektóre wielkopolskie słowa nie są trudne do zidentyfikowania. Należą do nich m.in. brachol, siora, jabzo, angryst, szkorpyty lub kamlot (‘brat’, ‘siostra’, ‘jabłko’, ‘agrest’, ‘skarpety’, ‘kamień’). Jest jednak masa słów, które dla Niewielkopolanina mogą się okazać problematyczne, nietypowe, a możliwe, że też zabawne! Przejdźmy zatem wreszcie do nich. Przygotowałem spis około kilkudziesięciu najciekawszych, ale również bardzo praktycznych moim zdaniem wielkopolskich słów, które podzieliłem tematycznie (choc niektóre są osobno), z przykładowymi zdaniami, których odgadnięcie dla niemiejscowych może być twardym orzechem do zgryzienia!

Tej

Zacznijmy od klasyki gatunku: słowa TEJ. Ten wyraz zaraz obok pyrów z gzikiem stanowi chyba najbardziej eksportowy produkt wielkopolskiej mowy. Jest to ogromnie powszechne wtrącenie do zdania. Może pojawiać się na końcu, na początku lub w środku. Jest to typowo regionalna forma wołacza drugiej osoby – „ty!”. Jednak nie zawsze to oznacza, gdyż przyjęło się, że jest to wręcz wielkopolski przecinek w wypowiedzi.
Użycie: Tej, jo ni mom już bejmów! (‘pieniędzy’); Co ty wyrobiosz, ch(ł)opok łogarnij się, tej!; Każdy mo jakiyś zalyty i wady, tej ni mo idealnyj wiary! (nie mylić tu z zaimkiem wskazującym tej).

Wiara

WIARA lub bardziej pieszczotliwiej WIARUCHNA. Jak już to słowo wspomniałem, to od razu to omówmy. Nie, nie chodzi absolutnie o religię. Jest to typowo wielkopolskie określenie ludzi. Tak, po prostu innych osób. Użycie słowa wiara jest dosyć szerokie, gdyż na myśli możemy mieć jakąś konkretną lub mniej określoną grupkę ludzi a nawet całe gromady lub ogólnie ludzkość (np. naród).
Przykład użycia: Do szwagra mojygo łostatnio tyle wiary w łodwiedziny przyjechało, ży ni mo dzie tero spać biydny; Wiaruchna! Dzie wy tutej mota (‘macie’) w budzie (‘w domu’) łaziynke tej?; Idziymy tero wiaruchna na blaukę (‘na wagary’), poszlibyśta tyż z nami?.

Sznupa, baka…

Co może znaczyć SZNUPA/KALAFA, BAKA, KLUKA/KLUBERA, ŚLYPIA czy KLAPIOKI? Jak myślicie, z jakiej branży mogą pochodzić te określenia? Możliwe, że usłyszymy je u poznańskiego lekarza, gdyż wszystkie wymienione to części ciała! Baka to ‘policzek’, ślypia – ‘oczy’, klapioki – ‘uszy’ (nie, nie zawsze klapnięte). Na „nos” mamy aż dwa wyrazy: kluka lub klubera, podobnie jest z „twarzą”: to  sznupa albo kalafa. Takich regionalnych określeń części ciała jest więcej. Są to m.in. kieloch (‘ząb’), gnyk (‘kark’), szkity (‘stopy’), giry (‘nogi’) czy niezbyt grzeczne dydki (‘kobiece piersi’). Na „brzuch” mawiamy bebzol lub bebech, a „krew” to jucha/juszka. Lekko obraźliwym określeniem „twarzy” będzie też jadaka, zwłaszcza gdy osoba za dużo mówi!
Przykładowe zdania z częściami ciała: Wczorej mnie tak ślypia(o) bumbały (‘bolały’), że aż doktur musioł mnie zoboczyć. A tam tej się łokazało, że kobite innom auto potrunciło i połamała szkity. Mi na szczynście nic w tę kalafę nie było i mnie szybkou wypisoli, nawyt juchy nie sprawdzoli.

Chabas, korbol…

Co powiecie na CHABAS, KORBOL, DR(Z)UZGAWKI czy GALART? Tym razem przenosimy się do wielkopolskiej gospody, gdyż te określenia dotyczą jedzenia. Wielkopolska to nie tylko znamienne pyry z gzikiem (jeśli ktoś do tej pory nie wie, są to ziemniaki z twarogiem), ale też wyżej wymienione. Kolejno znaczy to: ‘mięso’, ‘dynia’, ‘truskawki’ oraz ‘galareta mięsna’. Z mięsa mamy też leberkę, a więc ‘wątrobiankę’, kiszkę, czyli ‘kaszankę’ czy już wspominany szmolec (‘smalec’). Dodatkowo do tej grupy dodać można słówka sznytka (‘skibka chleba’) oraz kapsztula (‘podwójna skibka chleba’). Pledze czy tez plyndze to nic innego jak różnego rodzaju ‘placki’, a smrodyle to ‘czarne porzeczki’. Jak już mówimy o roślinach, warto wspomnieć o czarnym bzie, który po wielkopolsku nazywa się hyćka. Pora też wyjaśnić, że szneka z glancem to nic innego jak ‘drożdżówka z lukrem’. Z kolei twarde cukierki – coś w rodzaju landrynek – to klemki bądź klymki.
Jakieś zdania dla obeznania? Proszę bardzo: Wrocom ze sprawunkami (‘zakupami’), dziewucha mo(u)ja mi napisała(o) listę. Miołym kupić kilou drzuzgawek, ze czytyry ślywy, jakiyś jabza, trochę chabasu na kotlyty i szneki dla dziyci na śniodanie. W drodze powrotnej chapsnąłem se (‘wziąłem gryza’) tyj szneki, bo cała(o) taka(o) słodka(o) była(o)!

Ludzie

Wielkopolanie mają również mnóstwo określeń na ludzi. Dotyczą one zachowania oraz wyglądu.

„Młoda kobieta” to popularnie bździągwa, a jeśli jest na dodatek wysoka, to na taką mawiamy gideja. Gdy jednostka płci żeńskiej jest „plotkarą”, to określimy ją mianem pierduśnicy.

Ukochanym takiej wielkopolanki może być szczun, łyngol, żgajek albo łożgol (‘chłopak’ w różnych określeniach), a jeśli cechuje go niski wzrost, to będzie to pamperek lub kunus.

Jeśli chcemy mężczyznę określić negatywnie, uznać go za chuligana, typa niepokornego lub po prostu źle się zachowującego, to rzekniemy na niego pener, rojber lub ejber, aczkolwiek to ostatnie słowo nie musi mieć negatywnego wydźwięku i może oznaczać po prostu jakiegokolwiek mężczyznę w neutralnym znaczeniu.

Na „wieśniaka” powiemy bamber, a jego miejscowość to będzie zatem bambrejewo. Niezbyt miłe to określenie, ale jak najbardziej funkcjonuje.

„Osoba leworęczna” to w Wielkopolsce potocznie szmaja lub mańkut.

„Dziecko” natomiast to bąbas, choć jeśli jest niegrzeczne i nieposłuszne, to Wielkopolanie mawiają na takiego młodego człowieka gzub.

Jest też dosyć sporo określeń „osoby niezdarnej, nieumiejącej sobie poradzić”. Wtedy jest to guła, gamuła, gilejza, ciul, pierdoła czy gapa (wszystkie odnoszą się do obu płci).

O kimś, kto jest wyjątkowy marudny i ciągle się na cos skarży, powiemy miągwa albo brękot (tego pierwszego używa się zazwyczaj do osób młodszych, a drugiego do starszych, dodatkowo mamy też czasownik bręczeć, a więc ‘narzekać’). Gdy taka osoba na dodatek jest wyjątkowa ponura, małomówna lub „bez życia”, to będzie to dla Wielkopolnina ćmuk lub ćwok.

W dawnej krainie Polan usłyszeć można też słownictwo opisujące niechlujny wygląd, zazwyczaj mężczyzny. Na kogoś, kto się źle fizycznie prowadzi, powiemy szuszwol, a gdy jego fryzura jest rozczochrana i wyraźnie wymaga doprowadzenia do porządku, to taki ktoś to jaźwiec. Natomiast kogoś, kto prowadzi swoje życie lub działania chaotycznie, po łebkach i jest ogólnie osobą nieuporządkowaną, nazwiemy szałaputem.

Wielkopolanie mają także swój odpowiednik nazwy na Niemców. Na byłego zaborcę i okupanta, a dzisiejszego zachodniego sąsiada mawia się szkieber (w liczbie mnogiej szkiebry). 

Jeśli ktoś jest z zawodu „policjantem”, to potocznie mieszkaniec np. Poznania nazwie go szkiełem (policję/policjantów ogólnie nazywa się szkiełami). Policjant może poprosić nas o flepy, czyli ‘dokumenty’. Policji pomagają psy i choć nazwa zwierzęcia to nie jest określenie człowieka, to warto wspomnieć, iż Wielkopolanie na „psa” powiedzą kejter.

Za dużo słówek na raz? To zatem ułóżmy sobie kilka zdań: Tej, kiedyś żem widzioł to(u)m twojo(u)m gideję zez jakimś ejbrym. Kłaki to mioł jak jakiś jaźwiec, na dodatyk na spotkanie przyszydł z czornym kejtrym, co za poruta (‘wstyd’); Jo tam Ci nie wiym, czy lubię szkiebrów. Niby taka milutka ta wiara, ale tej no słyszołym, że dużo nich to takie brynkoty, że szkoda(o) godać; Ta jygo sunsiodka to bździągwa jak bżdzągwa, przynojmniyj nie jakiś ćmuk, ale tej tygo gzuba to mo takiygo, że dejta spoój! Mało miągwa i czynsto jak szuszwol wyglunda.

Rzeczy

W regionie mamy też określenia na coś, co możemy spotkać w domu. Wyżej wymieniłem już niektóre z ubrań, które są germanizmami, ale godne uwagi są również chociażby glazejki (‘rękawiczki’) czy katana (popularne określenie bliżej nieokreślonego nakrycia wierzchniego, może być to ‘kurtka’ czy ‘bluza’).

Mamy słynne słowo papcie, którego alternatywą mogą być też laczki. Obydwa oznaczają ‘kapcie’, ‘obuwie domowe’. W szafie Wielkopolanina, a raczej na jego kapturze czy kurtce, często widnieje cicik, czyli ‘futerko’. Gdy mowa o „ubraniach” ogólnie, to do w wielkopolskim kontekście do głowy powinno przyjść nam do głowy słówko lompy lub opcjonalnie lumpy. To powszechne określenie naszego odzienia w liczbie mnogiej lub nawet całokształtu czyjejś garderoby (w przenośnym znaczeniu). Lumpy można zaliczyć do klunkrów, czyli ‘rzeczy’, najczęściej takich niepotrzebnych, uciążliwych lub nawet starych. Synonimem do tego będą też graty/groty.

W asortymencie domowym Wielkopolanina znajdziemy też niewątpliwie knyp lub też haj, a więc ‘nóż’, węborek lub wymboryk (‘wiaderko’) i oczywiście wyro, czyli ‘łóżko’, na które czasami mawia się u nas także kojo.

Jak już mowa o domu, to chyba wypadałoby wyjaśnić Wam zdanie na początku tego długiego rozdziału. Dla przypomnienia: W antrejce na ryczce stały pyry w tytce. Jest to słynna wielkopolska rymowanka, która prezentuje nam pewną rodzajową scenę i jednocześnie używa ściśle regionalnych słów. W tym domowym podrozdziale przetłumaczenie tego pasuje idealnie, gdyż antrejka to ‘przedpokój’/’korytarz’, a ryczka to ‘stołek’/’taboret’. Dwa pozostałe słówka już poznaliście i teraz powinniście już wiedzieć, że rymowanka mówi nam, iż ‘w przedpokoju na taborecie stały ziemniaki w torebce/siatce’.
Dorzućmy zatem jakieś domowe zdania: Cho no tu, posprzuntej mi tu te poćpione (‘porozrzucane’) lumpy!; Ile tych grotów u nas na chacie to tej świot nie widzioł!; Tej, zarzuć katanę, idź do sklypu po nowy knyp, bo tyn już jyst tympy. Potym obiyrz pyry i  obiyrki wyćpij (‘wyrzuć’) do wymborka.

Bez kategorii, choć nadal wielkopolskie

Zapoznajmy się także z bliżej nieskategoryzowanymi słowami, które są w powszechnym, wielkopolskim obiegu i wymagają wspomnienia!

Mieszkaniec Poznania czy okolic na „pieniądze” powie dudki albo bejmy, które już wcześniej wspomniałem. Są to jedne z najbardziej rozpoznawalnych określeń w całym województwie.

Słowo wihajster to germanizm znany na szerszym obszarze niż Wielkopolska, aczkolwiek my mamy także swoje własne określenie na rzecz, której nazwy nie możemy sobie w tym momencie przypomnieć. Mianowicie będzie to po prostu dynks – krótko i na temat!

Jak myślicie, czym może być ajzol? Pierwotnie słowo to znaczy ‘jakiś metalowy czy też żelazny, bliżej nieokreślony kawałek’, którym może być np. gwóźdź. „Papieros” to dla Wielkopolanina ćmik, a na „latawiec” powie się tutaj dracheta.

Mamy też dosyć proste i krótkie określenia na środki transportu: bimba to ‘tramwaj’, natomiast bana to ‘pociąg’.

Chęchy to popularne w Wielkopolsce określenie krzaków, zarośli.

Funkcjonują też określenia na pewne niezbyt przyjemne dla oka obiekty. Ogigle to zazwyczaj ‘zwiędłe kwiaty’, fafoły (opcjonalnie fafocle) będą natomiast grudkami lub innymi nieczystościami znajdującymi się w cieczy. Mogą być to chociażby fusy w herbacie lub fragmenty czegoś niepożądanego w wodzie. Wówczas, jeśli nieczystości są wyjątkowo uciążliwe i wpływają na jakość cieczy, nazwiemy ją berbeluchą. Słowo to nie oznacza jednak tylko tego: może mówić również o rzadkim jedzeniu albo nawet kiepskim alkoholu. Synonimem berbeluchy może być żybura, czyli ‘mętna i zazwyczaj niezdatna do użytkowania woda’. Przeciwieństwem będzie repeta, czyligęsta zupa, najczęściej jarzynowa’.

Japa to jakakolwiek ‘dziura’, aczkolwiek można też tak określić ‘usta’ człowieka, raczej w mało pozytywnym czy grzecznym kontekście.

Istnieją też pewne określenia abstrakcyjne. Gdy powiemy, że mamy czegoś wuchtę, to będziemy mieć na myśli ‘dużą ilość’. Poruta to nic innego jak ‘wstyd’. Może być ona skutkiem czyjejś szajby, czyli ‘głupizny’ lub nawet ‘stanu obłędu’. Następstwem tego może być niezła szydera, czyli ‘kpina’.
Czas na zdania! Two(u)ja teściowa(o) tej poli tyle tych ćmików, ży w toworzystwie poruta(o) taka(o)!; Miołym bejmy, to lajsnąłem se (‘kupiłem sobie’) wuchtę ksiunżek i wróciłym potym bimbą do do(u)mu; Chciołam zrobić pomidourowo(u)m, ale tako(u)m mioła(o)m żyburę wew kuchni, że musioła(o)m wyćpić (‘wyrzucić’) razym z ogiglami.

Wielkopolskie wyrażenia

Na koniec tego rozdziału poznajmy jeszcze wielkopolskie wyrażenia, które ja sam uznaję za bardzo ciekawe! Czasami dziwię się, gdy słyszę, że niektóre nasze wyrażenia brzmią nietypowo dla osoby spoza Wielkopolski. Są dla mnie tak oczywiste, że nawet nie zastanawiałem się, czy to właśnie gwara. Mowa chociażby o utartych zwrotach jak zakluczać, a więc ‘zamykać na klucz’ lub dusić guzik, czyli ‘naciskać’.

Mieć fefra oznacza… ‘bać się’. Niektórzy mogą skojarzyć to z językiem niemieckim lub językami romańskimi, gdzie bać się to właśnie konstrukcja czasownika mieć + odmieniony rzeczownik (stracha).

Jeśli ktoś ma z gorem/deklem, to niestety nie jest sprawny psychicznie lub w subiektywnym odczuciu jest dla nas ‘głupkiem’. Alternatywą tego wyrażenia może być sformułowanie z kimś jest nie ryktyk, a więc ‘niepoprawnie’ (w znaczeniu umysłowym lub gdy mamy na myśli czyjeś dziwne zachowanie).

Skutkiem takiego stanu może być fakt, że ta osoba dała sobie w tytę, czyli ‘się upiła’.

Gdy chcemy się na kimś „zemścić” lub po prostu sprawić, by ktoś się doigrał, powiemy, że dostanie po kluce, co można przetłumaczyć jako ‘oberwie po nosie’.

Jeśli coś dla Wielkopolanina jest fest, to ma on na myśli, iż rzecz jest ‘pełna, idealna lub w świetnym stanie’ (fest może pełnić rolę zarówno przymiotnika, jak i przysłówka).

Zakłodać coś na rymby oznacza ‘zakładać ubranie na lewą stronę’.

Wyrażenie być na fleku mówi nam, że ‘osoba jest w pełni sił, na chodzie lub po prostu w dobrym stanie fizycznym albo psychicznym’.

Jeśli ktoś, zazwyczaj dziecko, stroi muki, oznacza to ‘fochanie się, obrażanie lub wybrzydzanie’.

Słodki pamper to nikt inny jak osoba miłująca słodkości, czyli ‘łasuch’.

Natomiast kusić (po nocach) to typowo wielkopolskie wyrażenie, które mówi o sytuacji, gdy jeden domowników dosyć niedyskretnie porusza się po domu w nocy, a inni domownicy nie mogą przez to spać/zasnąć.

Do określenia „tam i z powrotem” powie się w te i wefte.

Wielkopolanie mają też w zwyczaju mawiać łe!, co jest odpowiednikiem popularnego ‘wow’, a więc wyrażenia zachwytu czy zdziwienia.
Zdania dla utrwalenia: Nu przyznaje, ży miołym fyfra, bo myślołym, że nasz łojciyc dostoł z gorem, bo w te i wefte chodził po budzie; Mój dziadyk to jyst fest na fleku i nawyt kusi po nocach; Tej, nie strój mi tu muków, bo po kluce dotaniysz!

Słownik niemiecko-polski. Podpis: Germanizmy weszły do dialektu wielkopolskiego, ale też i do ogólnej polszczyzny. Może gdzieś jeszcze taki ajntopf funkcjonuje? (na zdjęciu Podręczny słownik niemiecko-polski – autorzy: J. Chodera, S. Kubica, wyd. PW Wiedza Powszechna, Warszawa 1966, s. 211)
Germanizmy weszły do dialektu wielkopolskiego, ale też i do ogólnej polszczyzny. Może gdzieś jeszcze taki ajntopf funkcjonuje? (na zdjęciu Podręczny słownik niemiecko-polski – autorzy: J. Chodera, S. Kubica, wyd. PW Wiedza Powszechna, Warszawa 1966, s. 211)

 

Praktyka języka

Tero zoboczymy, ile wiaruchna zapamiętaliśta!

Zbliżamy się do końca opowieści o mowie Wielkpolan, więc na koniec przygotowałem jeszcze dla Was historyjkę, w której opowiem Wam o pewnym fikcyjnym wielkopolskim… weselu! Poznacie przy okazji sporo nowych, acz typowych czasowników (będą wytłuszczone, a ich tłumaczenie znajdziecie pod tekstem). Zobaczycie, ile słówek i zapamiętaliście z artykułów, a w rezultacie – ile z omawianego języka rozumiecie!

Pewnygo ranka w gospodzie pod Swarzyndzym rozpoczyły się przygotowania do wspaniołyj łuroczystouści. Nadszydł dziyń długo planowanygo ślubu pewnyj piynknyj młodyj pary. (U)ona – gidyja jak tralala, włosy upiynte, nie jak jakiś jaźwiec, a kalafa wypaćkano dylikatnie mokijożym. Kiecka za to bioła i aż do samyj ziymi. (U)on – chłopok jak nalyży, nie jakiś pamperek ani ejbyr. Bryle na kluce, fest uczysony, ancug a wew tym jaczka akuratne wciungniynta. Nu pasowali do siybie jak uloł. Młoda(o) panna(o) trouchę mioła fyfra, bo zamunżpójście rzycz wielka(o), ale fyrać sprzyd ołtarza nie zamierzała, bo wiedziała(o), że jyj żgajek kocha(o) jum nad życie. W ko(u)ściele ksiundz ich pobłogosłowił i mynżym z żono(u)m ogłosił. Familia cała się na to zjychała(o), by młodo(u)m parę podziwioć i im potoworzyszyć. Wesyle zorgonizowali w knajpie pod miastym. Nie w jakimś bambjerewie, fyrtel ganc ładny. Gospodorz młodych chlybym i popiytko(u)m powitoł. Goście młodym kwioty, nie żadne ogigle podarouwali, a potym do uczty razym zasiydli. Najpiyrw ajnopfy w postaci zupy, żadna(o) berbelucha, potym chabasy najróżniyjsze z pyrkami, jak na regiun przystało, na zimno(u) galart i  smakouwita kiszka z najlypszyj juchy. Na desyr nastympnie plyndze na słodko i na osłodę życia jabza, ślywy, drzuzgawki czy szneki. Każdy się nafutrować mógł do woli i chapsnunć sobie wszystkiygo! Kuchorki dobrze gościom upitrasiły, na szczynście żodnygo dania nie spartaczyły i narychotwały akuratno(u)m ilość. Jedna(o) ciotka – Bogienka – swojygo bąbasa fest nafutrować chciała(o), ale gzub takim był mrzygłodym, żę ledwo(u) mu łyżkę gziku wcisnyła. Inne ciotki, co bez gzubów przyjechoły, razym z wujkami swoimi byz kuńca by jydli, a po uczcie ćmiki polili. Przerwała im jydnok wynajynta kapela. Groli na gajgach, nawyt szkiebrowskie piosynki, i towarzycho zabawioli. Po uczcie zatym goście do dylania się zyrwali! Nikomu do jadła się wracać nie widziało. Wujek Zbych, szałaput jedyn, tako(u)m był gamułom, że po dylaniu tak się znoroł, że każdy się na jygo widok jak do syra kielczył. Inny, Wacek, jak na parkiyt wszydł, to lyroł się i lyroł, ży na kuniec się łobalił. Ale nie to tańce przerwało, lecz świniok, gdy to na stół wesylny wjechoł. Ciynżor to taki, że Bogu dziynki, że szczun, co to z kuchni tośtoł się nie wykopytrnął. Zwierzoka knypym pokroili i potym znowu na parkiyt wrócili i tańcom się oddali. Młodzi się nabawili i przy tym tak skataili! Do gry weszły tyż pro(u)mile i wujyk Stach tak se winka gichnął, że ututoł się i blubroł potym od rzeczy, a wokół rodzina się chichrała z niygo. Po czasie nikomu się jygo pierdzielenia słuchoć nie chcioło. Jakiś czas potym zaczoł wiukać i w kuńcu zasnuł na stole. Alkohul najlypiej nie czyni, bo kuzynka Samanta się wczyśniyj tak wypindroczyła(o), nowo(u)m sukiynke se lajsnyła(o), że aż potym winym cała(o) sie upeplała(o). Może jyj się nalyżało, bo brynczała ciungle, że hyrbata jyj za gorzka(o), chocioż cukru wuchtę już dodała(o). A dziadyk Zdzich, niby ćwok jakich mało(u), tak się fest bawił, że inne koleżanki podrywoć zaczo(u)ł. Żona jygo(u) – Anielka – jak to zoboczyła(o), zaraz go papciym tak pogo(u)niła, że facyt fyrać musioł do chynchów, żyby po kluce nie dostoć. Po drodze prawiy do funtanny wpodł, ale heca, jakby się w niyj pobachoł. A jedyn kuzyn młodyj panny – frechowny Grześ – jako(u)m furo(u)m na wesyle podjechoł! Za młodu wylelany, to później przesmromdzoł i najlypsze chcioł i mioł. Nie wszyscy jydnok miyli na zabawie dobry humor. Dziadek Józio ciungle churchloł i kwynkoł, że go co to boli. Myśloł, że umiyra(o) i przyz to jedyny na wesylu nie ze szczynścia dudloł – niektórzy godają, że do checy, bo przecie on jyszcze jako tako na fleku, ale może z gorym dostoł. Wysoła noc dobiegała(o) kuńca, nikt nie kusił, tylko przydnio się bowił. Nastympnie goście się pożygnoli i odjecholi. Wszyscy byli zadowolyni, wiync młodzi wiydzą, ży dudków to (u)oni tym wesylem w błoto nie wyćpili. Tero planują spakowoć groty i udoć się w poślubno(u)m rejze!

SŁOWNICZEK (w kolejności pojawiania się słów)

chapsnąć – ‘ugryźć’
upitrasić –’ugotować’
spartaczyć – ‘zepsuć’
dylać – ‘tańczyć’
znorać się – ‘pobrudzić się’
kielczyć się – ‘śmiać się’
lyrać się – ‘chwiać się’
obalić się – ‘przewrócić się’
taśtać – ‘nieść’
wykopyrtnąć się – ‘przewrócić się’
skataić się – ‘zmęczyć się’
gichnąć ‘nalać’
ututać się – ‘upić się’
blubrać – ‘mówić bzdury’
chichrać się – ‘śmiać się’
pierdzielić – ‘mówić za dużo, a nawet głupio’
wiukać – ‘mieć czkawkę’
wypindraczyć się – ‘wystroić się’
lajsnąć sobie – ‘kupić/sprawić sobie’
upeplać się – ‘ubrudzić się’
bręczeć – ‘marudzić/narzekać’
fyrać – ‘uciekać’
bachać się – ‘kąpać się’
lelać – ‘rozpieszczać’
przesmradzać – ‘wybrzydzać’
churchlać – ‘kaszleć’
kwynkać – ‘narzekać, głównie na ból’
dudlać – ‘płakać’
wyćpić – ‘wyrzucić’

Jeśli zrozumieliście ponad połowę, to możecie sobie pogratulować i śmiało przyjechać w nasze strony! A jeśli chcielibyście poznać jeszcze lepiej nasze słownictwo, to zostawiam wam linki do obszerniejszych i naprawdę wartościowych źródeł z leksyką wielkopolską/poznańską ( pierwszy z nich to strona na Facebooku, gdzie publikowane są cyklicznie różne słówka, a pozostałe to linki do słowników, gdzie można łatwo słówka wyszukiwać):

Współczesna rola dialektu wielkopolskiego oraz nasza misja

Wiele osób przyznaje, że dialekt wielkopolski nie ma aż takiej mocy jak chociażby mowa Ślązaków. Jest w tym trochę prawdy, ponieważ obecnie młodzi Wielkopolanie nie aż tak chętnie i często używają regionalnych słówek lub wymowy, gdyż albo jej niej znają albo się jej… wstydzą! Nie każdy Wielkopolanin z młodszych pokoleń będzie znał dobrze swój dialekt: nie był może wychowany w takim środowisku, gdzie tyle się tego nie używało lub nie chciało tej tradycji kontynuować. A jeśli już zna, to możliwe, że krępuje się używać.

Strach przed wyśmianiem lub uznaniem za „wieśniaka” to główna przyczyna takiej postawy. Im więcej takich zachowań wśród młodych się pojawi, tym szybciej mowa Wielkopolan… wymrze. Już w XXI wieku jest ona przez wielu młodych i nie tylko ludzi traktowana jako tylko ciekawostka regionalna. Nie sądźcie jednak teraz, że to, co wyżej pisałem, to język-fikcja. Bardzo duża liczba starszych ludzi  (nie mam tutaj na myśli wyłącznie seniorów), ale też część młodszych wciąż tak mówi i się tego nie wstydzi i… oby takich więcej!

Chciałbym zachęcić do kultywowania przez Wielkopolan swojej regionalnej mowy – jak widzicie, jest ona bogata, momentami naprawdę nieoczywista i pasjonująca!

Będąc gnieźnianinem z krwi i kości chętnie i dumnie używam mojej gwary. Częściej jednak mówię oczywiście poprawną polszczyzną, co nie oznacza, że muszę pozbywać mojego dialektu. Dialektu, który jest zresztą częścią regionalnej tradycji językowej.

Rozwijajmy ją, nie bójmy się wyśmiania, bo w naszych rękach (a w zasadzie języku) leży misja kontynuacji językowego dziedzictwa najstarszego polskiego regionu! W nas nadziyja!

Olek Sikorski

olek sikorski

Autor artykułu Dialekt wielkopolski cz. II –  opublikowanego na łamach Językowej Siłki w ramach Call For Papers 2020.

Aleksander Sikorski

Młody gnieźnianin, pasjonat nauki języków obcych oraz miłośnik historii, aktualnie licealista. Laureat konkursów historycznych i lingwistycznych, nagradzany za osiągnięcia w nauce. Na dzień dzisiejszy mówi po angielsku, niemiecku, hiszpańsku, francusku, rosyjsku, włosku, węgiersku, litewsku i duńsku, uczy się łaciny a w planach ma kolejne języki! Jeden z najaktywniejszych twórców społeczności ,,Językowa Siłka”, kreator i pionier systemu tygodniowego- opracowanej przez siebie innowacyjnej metody nauki języków, którą sam praktykuje i popularyzuje. Lingwista i umysł humanistyczny w 100%, swoje pasje ma zamiar realizować zawodowo. Prywatnie wielbiciel średniowiecza (szczególnie czternastowiecznej Polski), dobrych książek i seriali historycznych, sztuk plastycznych, języków i kultur Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Litwy i wszystkiego, co z nią związane (litewski to jego dotychczasowy, ulubiony język).

 

Bibliografia:

http://www.dialektologia.uw.edu.pl/index.php?l1=opis-dialektow&l2=dialekt-wielkopolski&l3=charakterystyka-dialektu

https://pl.wikipedia.org/wiki/Gwara_pozna%C5%84ska

https://poznan.wikia.org/wiki/Gwara_pozna%C5%84ska

https://regionwielkopolska.pl/kultura-ludowa/gwara/