fbpx

Rafał Tondera – mini wywiady z Językowymi Siłaczami #19

Przed Wami, bez zbędnego wstępu – Rafał Tondera!

Wywiady z Językowymi Siłaczami swoją premierę mają co piątek w grupie Językowa Siłka na Facebooku. Wywiad z Rafałem ukazał się oryginalnie w tym miejscu i tam też miała miejsce dyskusja członków naszej społeczności dotycząca tej rozmowy. 

Opowiedz nam swoją językową historię jakich języków się uczysz i dlaczego?

Ojej, trochę lat już mam, a nie chcę zanudzać wszystkich moimi podstawówkowymi perypetiami, dlatego zacznę od tego, że uczę się angielskiego, niemieckiego, japońskiego i mandaryńskiego (ze znakami tradycyjnymi). Miałem też epizod z hiszpańskim, łaciną, esperanto i epigrafiką Majów… No i oglądam koreańskie i tajskie memy, ale “nauką” to bym tego raczej nie nazwał 😛

Angielskiego nie będę opisywać, bo uczę się go megastandardowo (wiedzieliście, że “mega” pisze się łącznie z innymi wyrazami?), więc o nim wspomnę, gdy będziemy rozmawiać o pracy i innych pasjonujących sprawach. Z ważniejszych rzeczy: odmiana brytyjska, Oxford comma i odchylam mały palec, gdy piję (niekoniecznie herbatę).

Niemieckiego zacząłem uczyć się wbrew własnej woli… i nie chodzi o to, że “w klasie, bo mi nauczycielka kazała”, ale “zmusiła” mnie do tego języka moja mama. Od urodzenia cierpię na dość mocną bezsenność, więc gdy byłem mały i całej rodzinie już ręce odpadały od lulania małego Tondery, mama puszczała mi kasety (takie magnetofonowe, jeszcze zanim wynaleziono płyty CD!) …po niemiecku. Na początku działało, bo nic nie rozumiałem, więc uważałem te nagrania za wybitnie nudne i zasypiałem. Ale problem lulania powrócił, gdy nauczyłem się na pamięć wszystkich niemieckojęzycznych kaset, które mieliśmy w domu.

Idąc dalej… Moje pokolenie było wychowane na tych starych anime z lektorem, w których byli tygrys-wrestlingowiec albo nastolenia Baba Jaga (i nie chodzi mi o Sabrinę, nastoletnią czarownicę), stąd jakaś tam fascynacja Azją zawsze u mnie występowała i to przez nią zacząłem się uczyć języka japońskiego. W pewnym momencie zwróciłem uwagę, że w ogóle fascynują mnie języki z nietypowymi systemami graficznymi, więc już sobie zdążyłem przygotować kolejne języki “w kolejce”. W każdym azjatyckim muzeum pędzę najsampierw na wystawy kaligrafii.

Mandaryński wpadł mi w zasadzie nieco z przypadku. Zacząłem się go uczyć, gdy dostałem się na stypendium na Tajwan, a tam właśnie używają tradycyjnych znaków chińskich – w ChRL używa się uproszczonych. Niezastąpiona Anna Lyu na pewno napisała o tym niejeden artykuł na „Siłce” 😉

Jakie są Twoje ulubione metody nauki języków? Jak w tym momencie wygląda Twoja nauka?

Zaznaczę na początku, że nikomu nie polecam mojej metody!

Nauka języków sprawia mi w zasadzie ogromną przyjemność, a nawet mnie relaksuje. Po całym dniu pracy jestem w stanie siąść na dwie godziny do skrobania “chińskich krzaczków” i wręcz ODZYSKUJĘ utraconą w pracy energię, dlatego też nie potrzebuję, żeby podręcznik albo aplikacja dodatkowo mnie motywowały czy miały jakieś “wesołe obrazki”.

Co więcej, na swoje nieszczęście jestem językoznawcą (i co gorsza – grammar nazi), więc uwielbiam, gdy otwieram książkę, a tam czeka na mnie ściana tekstu napisanego czcionką w rozmiarze 8 z mnóstwem przykładów i terminologią językową. Bez żadnych obrazków na pół strony ani dymków, które radośnie ćwierkają: “Świetnie Ci idzie! Oby tak dalej!”. Ja tego, po prostu, nie potrzebuję, ale wiem, że w tej kwestii jestem raczej w mniejszości. Ale, ale! Jak najbardziej potrzebowałbym takich pozytywnych tekstów na bieżni, podczas sprzątania albo opalania (nienawidzę się opalać i od zawsze uważałem, że to straszne marnotrawienie czasu!).

Ale mam też metody, które mogę polecić:

Uwielbiam się uczyć, rozmawiając z innymi – native speakerami albo osobami, które uczą się tego samego języka, co ja. Zawsze można się czymś wzajemnie zaskoczyć (no, może niekoniecznie nejtiwa…) i na pewno takie zasłyszane słówko czy wyrażenie skuteczniej zapada w pamięć, bo zapamiętujemy całą sytuację (kontekst), w której padło. Jestem też niesponsorowanym ambasadorem aplikacji HelloTalk, o której już chyba wspominam trzeci albo czwarty raz na “Siłce”. Poczytajcie sobie o niej, ściągnijcie ją i zostańcie jej fanatykami, jak ja!

Polecam też uczyć innych. Oczywiście, jeśli masz poziom B1 z angielskiego, to nie ucz maturzystów. Ale możesz uczyć dzieci albo osoby początkujące. Jest to potwierdzone naukowo, że lepiej uczymy się czegoś, co musimy potem komuś wyjaśnić.

A jakie są w tym momencie Twoje największe językowe zagwozdki? Z czym masz problemy, jak starasz się sobie z nimi radzić oraz w czym inni Siłacze mogliby Ci pomóc?

Obecnie moją syzyfową kulą, achillesową piętą i damoklesowym mieczem są tony w języku chińskim, a raczej… łączenie ich w tempie, które nie przypomina mowy sylabizującego dziecka z ustami pełnymi makaronu.

Jest to dla mnie o tyle problematyczne, że wymowa (w ogóle fonetyka i fonologia) zawsze była moją najmocniejszą stroną, dlatego te tony niesamowicie wchodzą mi na ambicję! Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że w mandaryńskim dopiero raczkuję… a nawet jestem dopiero w raczkującej fazie raczkowania, ale – no, kurczę! – chciałbym mówić tak, żeby nie pomylić “pandy” z “włosami na klacie”.

Ale to też nie tak, że mnie to denerwuje czy demotywuje. Lubię wyzwania i lubię udowadniać sobie, że potrafię się czegoś nauczyć – no bo skoro inni mogą, to i ja mogę! Więc nawet do tych tonów podchodzę na zasadzie przyjaznego współzawodnictwa (kto pęknie pierwszy), aniżeli jak do jakiegoś niedającego się okiełznać monstrum.

A jak sobie z tym radzę…? Słucham i powtarzam, kopiuję. Mój genialny (acz cholernie surowy w ocenianiu) fonetyk mawiał, że “żeby mówić, trzeba mówić”. Jasne, że brzmi to jak oczywista oczywistość, którą mówią małe dzieci, ale… jest to piekielnie skuteczna oczywistość!

Powiedz coś więcej o sobie – czym się zajmujesz w życiu? Co jest dla Ciebie ważne? Jakie masz pasje, co Cię inspiruje?

To najtrudniejsze ze wszystkich pytań, bo interesuję się mnóstwem rzeczy… i pracuję również w wielu branżach. Gdy byłem mały chciałem być psychiatrą, a moi rodzice chcieli, żebym był prawnikiem, najlepiej takim, który specjalizuje się w „byciu wysoko opłacanym”. …ale skończyłem lingwistykę stosowaną na Uniwersytecie Warszawskim, o której istnieniu w ogóle nie wiedziałem do tygodnia przed upływem terminu składania papierów! Dostałem się i już po pierwszym miesiącu zajęć wiedziałem, że to jest DOKŁADNIE to, czym chcę się zajmować przez długi okres w moim życiu.

Jestem tłumaczem ustnym i pisemnym. Specjalizuję się w branżach audiowizualnej (filmy, seriale), marketingowej, ale i w prawie cywilnym oraz… w funeraliach (to sobie wygooglujcie!). Ale jestem też konferansjerem, organizuję eventy, współpracuję z Obserwatorium Językowym Uniwersytetu Warszawskiego (badamy neologizmy!), piszę kursy i podręczniki językowe, uczę artystów prawidłowej wymowy w angielskim i niemieckim. Przez półtora roku pracowałem nawet w korpo z wirtualną rzeczywistością! Mam też za sobą epizod nauczycielski i można mnie posłuchać w audycji „Ogarnij polski” – jest dostępna online. Zdarzyło mi się nawet prowadzić polsko-niemieckie wesele i wpaść do jeziora podczas tłumaczeń… Generalnie, jeśli gdzieś potrzebny jest ktoś, kto sprecha (albo… „speak-a”?) i nie boi się stać przez setką ludzi we frakach, to ja tam bywam!

Pytanie „Co jest dla Ciebie ważne?” jest niezwykle zwodnicze, bo nie wiem, czy mam odpowiedzieć „przyjaźń, lojalność i prawda”, czy „fonetyka i poprawność językowa”… Dlatego powiem, że ważny jest dla mnie język polski. Jak każdemu, i mnie zdarza się go kaleczyć, ale jest to chyba ta część świadomości narodowej, która jest mi najbliższa. Polski jest wspaniały, bo jest tak… wolny. Mamy mnóstwo wyjątków oraz przypadków, gdy jedna tęga głowa mówi tak, a druga – inaczej.

Ale najważniejsze w języku jest dla mnie to, żeby się nim bawić. Fascynuje mnie, jak plastyczne potrafią być języki – dlatego zajmuję się neologizmami i każdego dnia wyciągam jakieś nowe wyrażenie z bardzo hermetycznego fandomu albo gry. Wiecie, czym są rogale, hyderki i pacce? Ja też kiedyś nie wiedziałem! I tylko w niektórych przypadkach żałuję, że się dowiedziałem…

A inspirują mnie ludzie. Dlatego też udzielam się społecznie… Prawdopodobnie bardziej intensywnie, niż przewiduje ustawa, ale ja po prostu lubię, gdy coś się dzieje. Należę do organizacji Rotaract i Rotary, gdzie zajmuję się sprawami marketingu i komunikacji wewnętrznej, ale też angażuję się w projekty wymian międzynarodowych. Pomagam również moim rodzicom przy organizacji wydarzeń kulturalnych i edukacyjnych w mojej cudownej, podwarszawskiej wsi. Jeśli kogoś interesują takie tematy „pro-społeczne”, to zapraszam do kontaktu!

Czy chcesz przekazać Językowym Siłaczom coś jeszcze od siebie?

Jesteście wspaniali! A właściwie… jesteśMY wspaniali!

Bo nauka języków obcych wcale nie jest taka łatwa, do czego próbują nas przekonać różne reklamy i apki mobilne. To wiele setek godzin spędzonych z nosem w książce lub w ekranie, mnóstwo gaf społecznych, tony przejęzyczeń i kilka metrów sześciennych tremy.

Ale my, Językowi Siłacze, i tak decydujemy się na ten mozolny proces, w którym popłynie wiele łez, potu, krwi… i innych płynów ustrojowych. Jesteśmy odważni, uparci… no i chyba mamy coś z masochistów 😉

Dlatego, jeśli przeżywasz chwilę zwątpienia, to spójrz wstecz i zobacz, skąd zaczynałaś. Może i jeszcze nie mówisz płynnie w 17 językach, a może nawet nie mówisz płynnie w tym jednym, który sobie obrałaś za cel, ale dziś umiesz więcej niż rok temu. Zrobiłaś postęp – językowy, fizyczny, mentalny, uczuciowy…

Dobra, długi się już ten wywiad robi i schodzę na jakieś moralizatorskie tematy, więc tu utnę. Jakby co, to można do mnie napisać i się ze mną spotkać (czy ten artykuł wyjdzie jeszcze za czasów pandemii?… (tak 😀 – przypis admina)), żeby porozkminiać niestandardowe wzory odmian, dziwne systemy graficzne oraz rogale, hyderki i pacce.

Redakcja

Wierzymy, że nauka języków może być przyjemnością. Że otwartość na ludzi i kultury jest siłą napędową nowoczesnego świata. Inspirujemy Polaków do nauki języków. Z nami żaden język nie jest obcy!