fbpx

System tygodniowy – innowacyjny sposób nauki języków

Kiedy ktoś dowiaduje się, że uczę się tylu języków obcych naraz, zdarza się, że nie dowierza. Zaraz po tym pojawiają się pytania o to, JAK ja to właściwie robię i jak udaje mi się to wszystko pogodzić. Myślę, że niejeden z Was wielokrotnie zastanawiał się nad tym, jak skutecznie uczyć się języków obcych. Co człowiek, to opinia, i co człowiek, to inna metoda. Każdy z nas po czasie wypracowuje sobie ulubione i najskuteczniejsze sposoby, co jest naturalnym procesem.

Moje kilkuletnie doświadczenie w nauce języków pozwoliło mi opracować mój autorski system, z pomocą którego uczę się już od kilku lat. Mowa o moim systemie tygodniowym. Wierzę, że jest to metoda, która sprawdzi się nie tylko w moim przypadku i pozwoli rozwijać się językowo większej liczbie uczących się. Ale po kolei.  Na czym to polega? Czym się charakteryzuje i jak może pomóc w nauce system tygodniowy? Pozwólcie, że o tym wszystkim opowiem. W tym artykule przedstawię Wam od deski do deski mój innowacyjny system nauki języków obcych, skupiając się na jego specyfice i biorąc na tapet wszystko, co z nim związane.

Co to jest i na czym polega?

System tygodniowy to proces, w którym uczymy się kilku języków rytmem, jak sama nazwa podpowiada, tygodniowym. Polega on na jak najbardziej intensywnej nauce jednego języka przez 7 dni. Kluczowym słowem jest tutaj jednego”, bowiem w czasie trwania takiego tygodnia staramy się nie kontaktować z innym naszym językiem. Jest to w zasadzie kwintesencja całego tego systemu. Po takim tygodniu mamy następny, lecz z kolejnym naszym językiem, którego się teraz uczymy. Następnie, jeśli nasza baza się nie wyczerpuje, urządzamy sobie kolejne tygodnie w zależności od tego, ile języków aktualnie chcemy zgłębiać. Gdy dojdziemy do nauki tego wyjściowego, pierwszego języka, robimy tym samym kółko pierwszej tygodniowej kolejki.

Taki cykl nazwałem – najprościej – rundą. To, ile taka runda trwa, zależy wyłącznie od tego, ilu języków dana osoba chce się uczyć. Tydzień to według mnie optymalna jednostka czasu, która pozwala nam odpowiednio skupić się na jednym języku. 7 dni to obiektywnie sporo czasu na zrównoważoną naukę i powtórkę słownictwa, poszerzenie umiejętności gramatycznych i wykorzystanie tego wszystkiego w praktyce, a więc podczas rozwoju czterech sprawności językowych. Jeśli po przeczytaniu tej części takie rozwiązanie wydaje się Wam lekką abstrakcją, to zapraszam do zanurzenia się w dalszą lekturę artykułu, gdzie bardziej szczegółowo i w możliwie najbardziej przystępny sposób wytłumaczę cały schemat funkcjonowania mojego systemu. Bo uwierzcie, że nie jest to jedynie jednostka upływającego, „językowego” czasu!

Kto może się zainspirować? Każdy!

To, że ja sam – autor, uczę się wielu języków, nie znaczy to absolutnie, że tylko dla takich poliglotów system jest przeznaczony. Teoretycznie każda osoba (niezależnie od liczby języków) może podjąć się nauki systemem tygodniowym. Wyznacznikiem nie jest zatem liczba języków, a raczej chęć udoskonalania ich nauki. Ani poliglota uczący się ósmego z rzędu języka, ani początkujący zgłębiający swój drugi język nie powinni mieć problemów w zbilansowaniu procesu nauki tym sposobem. Ma on bowiem konkretnie walory dostosowane do tego, ilu języków się uczymy.

Osobiście stworzyłem podział na trzy przedziały:

  • od 2 do 3 języków,
  • od 4 do 6,
  • od 7 wzwyż.

Każdy z nas, podejmując się nauki konkretnych języków, wie albo przynajmniej spodziewa się, z czym to się wiąże i jakie trudności możemy napotkać. System tygodniowy ma właściwości uniwersalne (niezależne od liczby rund) oraz bardziej sprecyzowane (dla każdej ze wspomnianych grup) – właśnie te właściwości rozwinę. W podtytule napisałem, że każdy może się tym systemem zainspirować. Teoretycznie tak, w praktyce nie do końca, ale tą drugą kwestią zajmę się w dalszej części tekstu.

Dopiero się rozgrzewam – nauka od 2 do 3 języków

Kiedy nie mamy aż takiego doświadczenia w nauce języków i uczymy się jak na razie dwóch, to kwestia mieszania się ich w mowie czy problemy z pogodzeniem takiej podwójnej nauki jest bardzo prawdopodobna. Kiedy na dodatek pojawiają się przypływy i odpływy motywacji, sprawa ma się jeszcze gorzej. I tutaj przychodzi właśnie system tygodniowy. 🙂 Najlepiej się tłumaczy na przykładach, weźmy więc sobie taką osobę, która uczy się hiszpańskiego i niemieckiego (nie patrząc w tym momencie na poziom tych języków). Jeśli nie umiemy zbytnio pogodzić nauki takiej dwójki i czujemy chaos, urządźmy sobie tydzień po tygodniu. Najpierw 7 dni niemieckiego, potem taka sama dawka hiszpańskiego. 

Co ważne, nie „kontaktujemy się” z hiszpańskim, ucząc się niemieckiego i na odwrót. Na tym przede wszystkim ten system się opiera – na oddzieleniu języków i koncentracji na jednym w obrębie jednego tygodnia. Ma to zapobiec mieszaniu się języków i rozproszonej nauce, co jest często zmorą początkujących i… nie tylko. Jeśli chodzi o kwestię zapamiętywania materiału, to taki jeden tydzień nie jest długim okresem. 7 albo 14 dni (w przypadku nauki trzech języków) to względnie niedługi czas. Po takim okresie powinniśmy pamiętać przynajmniej większość materiału, bo pamiętajmy, że aby skutecznie się uczyć, nie uczymy się drugiego języka podczas tygodnia tego pierwszego. Wiem, że może się to wydać trudne, podobnie jak kwestia pamięci, gdyż zdaję sobie sprawę, iż nie każdy może się świetną pochwalić, ale rozwiązania tego problemu proponuję w dalszej części artykułu. Tymczasem przyjrzyjmy się nauce systemem tygodniowym z perspektywy ponad 4 języków w obiegu.

Wkraczam w TEN świat – nauka od 4 do 6 języków

Taki środkowy przedział liczby języków dla niektórych może się wydawać rzeczą trudną, a dla innych bardzo łatwą. Ja osobiście twierdzę, że nauka około 5 języków jest trudniejsza niż 10, gdyż im więcej języków poznajemy, tym mamy więcej doświadczenia i automatycznie wszystko  układa się w bardziej naturalny sposób. No chyba że tylko ja tak mam…, ale do rzeczy: jak wygląda system tygodniowy dla osoby uczącej się np. tych pięciu języków? Pozwólcie, że znów posłużę się przykładem. 

Załóżmy, że nasza przykładowa osoba uczy się angielskiego, rosyjskiego, francuskiego, norweskiego i chińskiego. Przyznacie, brzmi to jak nie lada wyzwanie! W takim przypadku walory systemu tygodniowego są nie do przecenienia  zarówno przy ułożeniu planu nauki, jak również o przeznaczenie odpowiedniej ilości czasu (np. na rosyjski, norweski i resztę wspomnianych języków, co bywa twardym orzechem do zgryzienia). Zazwyczaj chcemy poświęcić każdemu z naszych „podopiecznych” mniej więcej tyle samo wolnych chwil, aby się językiem porozkoszować. 

Wykorzystajmy system tygodniowy, który sprawiedliwie rozdziela czas, przyznając każdemu językowi 7 pełnych dni. Pamiętajmy, że jeśli wypadnie nam coś w poniedziałek czy środę, to zawsze można nadrobić na następny dzień lub, jak ja to mawiam: „byle do niedzieli”! Ucząc się systemem tygodniowym od 4 do 6 języków, przerwa w jednym tygodniu to mniej więcej miesiąc lub miesiąc z kawałkiem. Ja jednak sądzę, że jeśli chcemy skutecznie rozplanować naukę naszych języków, to poświęcenie bitych 7 dni na każdy to dobre rozwiązanie.

Pamiętajmy, że gdyby nauka była bardziej nieregularna, to istniałoby ryzyko zaplątania się języków, o czym już któryś raz wspominam. A co do zapamiętywania materiału, to powtórki robią swoje i są podstawą każdego tygodnia. Gdyby nie one, to cały system byłby narażony na fiasko. Poza obowiązkowym nowym materiałem leksykalno-gramatycznym musi znaleźć się również miejsce na utrwalenie tego, co taki miesiąc wcześniej przerabialiśmy, aby móc z czystym sumieniem podążać dalej i by się nie pogubić. Jeśli po miesiącu powtarzamy coś już któryś raz z rzędu, po pewnym czasie konkretny materiał nie będzie wymagał powtórzenia, gdyż na stałe utkwi w naszej pamięci i bieżącej „bazie językowej”. 

Mów mi poliglota – nauka powyżej 7 języków

Dotarliśmy do fragmentu, który mnie samemu jest najbliższy. Mowa o nauce – obiektywnie – naprawdę wielu języków. Siedem (a nawet dziesięć, jak to w moim przypadku) tygodni to stosunkowo długi czas przerwy. Dochodzę jednak do wniosku, że jeśli uczący się decyduje na tyle języków naraz, to wie, na co się pisze i jak trudne to może się okazać. Kwestia zapamiętywania słownictwa to w tym przypadku raczej ogólna zagwozdka wszystkich takich osób bez wyjątku. Jeśli podejmujemy się nauki tylu języków, to już jakieś doświadczenie w tym temacie zazwyczaj mamy i wiemy, na co pisze się nasza pamięć, która powinna wtedy być już wystarczająco wyćwiczona. 

Przy zgłębianiu tylu języków ułożenie planu ich nauki to również nie lada wyzwanie i sądzę, że efektywnym sposobem jest również  i tutaj system tygodniowy. Zazwyczaj nauka powyżej siedmiu języków to kwestia zainteresowań lingwistyką. Tak też jest w moim przypadku i pozwolę sobie na tym przykładzie to zobrazować. Mamy rok 2020, a ja uczę się 10 języków obcych: angielskiego, niemieckiego, hiszpańskiego, francuskiego, rosyjskiego, włoskiego, węgierskiego, litewskiego, duńskiego i łacińskiego. Dosyć pokaźna ta baza językowa, ale by systematycznie i skutecznie się uczyć, układam sobie 7 dni na każdy z tych języków z rzędu. I tak funkcjonuję. Przez taki sam okres zgłębiam mój niemiecki, węgierski czy łacinę. 

W praktyce czas przerwy między konkretnym tygodniem to przeszło 2 miesiące, ale jak już wspomniałem, aby skupić się dosadnie i z czystym sumieniem na każdym moim „podopiecznym”, przeznaczam cały tydzień na kontakt z jednym językiem, nie ucząc się reszty w tym czasie. Na obecną chwilę nie wyobrażam sobie innego sposobu nauki wszystkich tych języków tak, aby one się nie mieszały, aby ich poziom rósł (nie tak szybko, ale to tylko skutek tego, że tyle ich jest) i aby żadnego z nich nie zaniedbać. Ostatnie słowo jest również kluczowe, gdyż sprawiedliwy podział czasu pozwala mi nie zapomnieć o żadnym języku i również dać mu szansę na rozwój, co jest uniwersalną wartością systemu, niezależnie od języków. 

Pamiętajmy, że ten podpunkt artykułu nie tyczy się pytania: czy warto uczyć się tylu języków naraz?”, a jest wskazówką dla tych, którzy się tego już podjęli i próbują to wszystko pogodzić! Wierzę, że system tygodniowy umożliwi również takim ambitnym jednostkom się rozwijać lingwistycznie tak, aby każdy język był dobrze „zaopiekowany” i na coraz wyższym poziomie. Pamiętajmy, że podział na te trzy grupy jest dosyć płynny. Myślę, że 10 języków to również takie maksimum i po przekroczeniu tej granicy (tak, jest sporo takich osób) warto spróbować pewnych uproszczeń w systemie, które opisałem w dalszej części artykułu.

Co nam taka koncepcja gwarantuje, czyli podsumowanie walorów systemu

Opisując charakterystykę systemu tygodniowego w przypadkach trzech grup, podzieliłem się już z Wami w głównej mierze z zaletami tego sposobu nauki języków. Chciałbym jednak wyszczególnić raz jeszcze ogólne walory tej koncepcji. Pierwszą i najbardziej podstawową jest już wielokrotnie wspomniane niemylenie się języków. Stanowi to problem dla wielu osób, a system tygodniowy pozwala w dużym stopniu temu zapobiec.

Jeśli czujemy, że słownictwo między naszymi językami się miesza, może nawet plącze się gramatyka, to znak, że trzeba tę naukę odseparować. Tydzień to długi okres, podczas którego będziemy mieli aż 7 dni na rozwój kompetencji językowych, uporządkowanie i rozszerzenie zasobów słownictwa i spokojne skupienie się na gramatyce konkretnego języka. Otoczymy się tym samym jednym językiem i będziemy mogli rozwijać w nim słuchanie, czytanie, pisanie czy mówienie. Wtedy on, tylko on będzie miał swoje przysłowiowe pięć minut, a po nim… kolejny język. Traktujemy go tak samo, czyli koncentrujemy się tylko na nim i wykorzystujemy jak najwięcej czasu na naukę. Gwarantuję, że z czasem problem mieszania się naszych języków będzie zanikał, a my uporządkujemy swoją naukę i stworzymy lingwistyczną harmonię. Ważną podkreślenia sprawą jest fakt sprawiedliwego podziału języków i przeznaczenie tyle samo czasu na każdy z nich, a wiem, że stanowi to kłopot dla wielu osób. Proces nauki staje się zrównoważony, a odpowiednie przedziały zapewniają czas na realizację jednego języka.

Po pewnym czasie odkryłem też pewne wartości motywacyjne systemu tygodniowego. Mianowicie gwarantuje on nam przerwy w nauce jednego języka, co powoduje, że nie jesteśmy nim znudzeni a po odpowiednim odstępie w nauce, wracamy do niego jeszcze większą chęcią i jeszcze bardziej zmotywowani. Co do samego przebiegu tygodnia językowego, to zauważyłem też, że pułap 7 dni może nas motywować do tego, że chcemy przerobić jak najwięcej, przeznaczyć jak najwięcej czasu na ten język, bo, jakby nie patrzeć, kolejna okazja dopiero po jednej rundzie, a jeśli trwa ona długo, to tym bardziej! Samo przechodzenie z jednego tygodnia w drugi i na możliwe kolejne może być również dla nas atrakcyjne, gdyż nie popadamy w rutynę, nasza codzienna nauka się czasowo zmienia i przyjmuje zawsze to jakąś inną formę, bo wiadomo, że co nasz język, to inne materiały i ogólnie tygodniowe przeniesienie się w inny zakątek świata!

Takim systematycznym zmianom może towarzyszyć ekscytacja i wspomniana chęć jak najlepszego (najbardziej pożytecznego) przeżycia tego okresu. Poza tym, jeśli dobierzemy do nauki nasze ulubione bądź sprawdzone metody (narzędzia), to nauka będzie jeszcze przyjemniejsza, a tygodnie językowe będą mijały szybciej, niż nam się wydaje (wiem z doświadczenia), bo przy dobrej zabawie czas leci podobno najszybciej, a miesiąc przerwy zleci jak znalazł, a my nawet nie zorientujemy się, ile po tym czasie pamiętamy!

Przeszkody…?

Jestem jednak świadomy tego, że nie każdy może być entuzjastą takiej formuły, nawet, jeśli wstępnie wydaje się ona interesująca. Chodzi zazwyczaj o warunki odgórne, które mogą nam przeszkodzić w skupieniu się na jednym języku, co zaburzy naszą naukę, a nawet cały cykl. A to używanie jednego języka w pracy, a to nauka w szkole, a może po prostu fakt, że taki sposób nie przypada nam do gustu, gdyż nie potrafilibyśmy wytrzymać tyle czasu bez jednego języka i jednego dnia uczyć się tylko tego jednego. Tęsknota może nas przezwyciężyć i nawet podczas podjęcia się systemu, podczas konkretnego tygodnia najdzie nas ochota na chwycenie za książkę do innego języka. Łamanie świętych zasad systemu o braku nauki innych języków w czasie innego tygodnia to w wielu przypadkach na początku częste zjawisko. Albo chociażby strach przed możliwymi długimi przerwami w nauce i w rezultacie zapominanie materiału.

To są najczęstsze przyczyny niechęci do systemu, które już od dawna obserwuję, zwłaszcza tę ostatnią dotyczącą pamięci. Sądzę jednak, że chęć systematyczności i uporządkowanego zdobywania wiedzy jest w stanie przezwyciężyć pokusę czy nasze inne słabości, bo wszystko w szczytnym celu – rozwoju samych nas bez rozproszenia z uwzględnieniem odpowiedniego podziału czasu. Wiem, że językowa sytuacja każdego z nas wygląda inaczej, ale staram się przybliżyć najbardziej uniwersalne rozwiązania, również takie, które mogą rozwiązać odwieczny problem z zapominaniem materiału ze względu na długie przerwy. Jeśli standardowa formuła systemu tygodniowego nam nie pasuje, to może warto spróbować jego alternatyw, które również sam testowałem i zaraz Wam przedstawię.

Na tej zasadzie, ale w prostszy sposób, czyli alternatywne rozwiązania

Alternatywy systemu tygodniowego to nic innego jak uproszczenia, które modyfikują klasyczną formułę i pozwalają dopasować plan do osób o bardziej wymagających potrzebach:

Pierwszą jest nauka z uwzględnieniem języka przewodniego. Kiedy potrzebujemy bieżącego kontaktu z naszym konkretnym językiem, to wprowadzić go można jako język główny, którego uczymy się cały czas. Najczęściej jest tak w przypadkach, gdy znamy go na wysokim poziomie a utrzymanie i poszerzanie jego znajomości to nasz priorytet. Nie jest to jednak reguła i możemy tak postąpić również gdy język jest na niższym poziomie, ale po prostu wymaga najwięcej czasu i jest dla nas jest na tę chwilę kluczowy. Wykorzystując tę alternatywę, zgłębiamy język przewodni codziennie lub bardzo regularnie i jednocześnie urządzamy sobie kolejne tygodnie językowe. Język główny jest do nich jedynie tłem, ale może również otrzymać swój własny tydzień, podczas którego to tylko on będzie w centrum naszego zainteresowania w danym czasie. W przypadku tej alternatywy należy jednak uważać, by nie mieszać nauki 2 języków. Jeśli język główny i język tygodnia się mylą, to najlepiej oddzielić to czasowo (w obrębie przynajmniej kilku godzin). Jest jednak duże prawdopodobieństwo, iż język przewodni, zwłaszcza na wyższym poziomie, pomoże nam w nauce tego drugiego, a to przez większe doświadczenie, a to nawet przez naukę w tym języku!

Innym, poniekąd podobnym rozwiązaniem jest skrócenie dystansu między tygodniami poprzez podział jednego tygodnia na 2 języki, a więc, jak to nazwałem, system półtygodniowy”. Wówczas nie jest to typowa formuła, ale podział na 3 i 4 dni z rzędu. Co ważne, zachować wtedy należy pierwotne zasady systemu i nie mieszać nauki 2 języków w obrębie dnia i według potrzeb przydzielić jednemu 4 dni, a drugiemu 3, czyli np. od poniedziałku do czwartku oraz od piątku do niedzieli. Takie rozwiązanie stosuje się najczęściej, jeśli kilka dni wystarcza na dostateczną naukę, a my chcemy mieć częstszy kontakt z każdym językiem, bo, jakby nie patrzeć, czas rundy zmniejsza się dwukrotnie, niezależnie od ilości wszystkich języków. Myślę, że dla osób, którym 4 lub 3 dni wystarczają na koncentrację na jednym języku, ta uproszczona forma może okazać się bardzo korzystną i skuteczną ofertą. Poza tym taki podział tygodnia językowego na dwie części może być dobrą opcją dla takich poliglotów, którzy chcą uczyć się swojego kolejnego języka powyżej dziesiątki i dalej praktykować przy tym najbardziej pierwotną bazę systemu.

Ostatnia alternatywa to kwestia powtarzania materiału, co dla wielu osób jest największym zastrzeżeniem systemu tygodniowego. Mowa o częstszych powtórkach z danego języka, poza jego tygodniem. Choć nie jest to standardowa i „przepisowa” forma systemu tygodniowego, to może ona rozwikłać odwieczny problem zapominania materiału między tygodniami i spowodować, że nauka będzie bardziej płynna w przypadku, jeśli nasza pamięć nie pozwala na zastosowanie klasycznej formy systemu. Gdy uczymy się np. 6 języków i sądzimy, że przydałaby się częstsze utrwalenie materiału z naszego najwyższego poziomem języka albo takiego, który wymaga więcej czasu, bo jest trudniejszy lub po prostu jedna językowa runda jest za długa i w międzyczasie wiele zapominamy, przeznaczmy na powtórkę dwa lub trzy dni podczas innego tygodnia, dla przykładu weekendy. Co ważne, powinny być to same powtórki, a więc nauka o charakterze bardziej biernym, czyli takie przejrzenie na nowo spisu słówek, powtórzenie fiszek czy przebrnięcie w aplikacji albo parę ćwiczeń z gramatyki. Nie możemy również poświęcić więcej czasu na takie utrwalenia niż na naukę języka aktualnego tygodnia, gdyż ta dodatkowa powtórka ma być tylko dodatkiem!

Na realizację nowego materiału z tego języka weekendowych powtórek zostawmy jego tydzień  języka w całej okazałości. Jeśli czujemy się na siłach, to możemy podjąć się powtórek z więcej niż jednego języka, o ile leksykalna baza kompletnie się nie pomiesza! Myślę, że taka alternatywa może się wielu uczącym spodobać, zwłaszcza tym, którzy uczą się minimum 4 jezyków. Ja sam tego jak na razie nie stosuję, gdyż nie mam takiej potrzeby. Moja pamięć jest już na tyle wypracowana, że któraś z kolei powtórka leksyki po jakimś czasie nie wymaga dalszego powracania, a tym bardziej dodatkowych powtórek w międzyczasie. Intensywne i regularne utrwalenia tylko podczas danych tygodni mają swoją moc i wierzę, że będzie tak nie tylko u mnie. Jeśli jednak nie, to proponowana jest owa alternatywa związana z częstszymi powtórkami. Pamiętajmy, że alternatywne rozwiązania są po to, żeby sobie uprościć naukę i dostosować ją do naszych potrzeb, a więc teoretycznie wszystkie chwyty dozwolone, byle przy zachowaniu podstaw idei systemu.

Tydzień po tygodniu, czyli słowo o dobrym planowaniu i przeżywaniu językowej rundy

Gdy już zdecydujemy się na zastosowanie mojego systemu, to warto wziąć pod uwagę kilka uwag dotyczących rozplanowania konkretnego tygodnia tak, aby nauka była jeszcze bardziej skuteczna. Pierwszą sprawą jest rozdzielenie języków z tych samych grup językowych. To właśnie one się mogą najczęściej mylić i takim wzorcowym przykładem mogą być pary języków (jak hiszpański i portugalski czy rosyjski i ukraiński). Jeśli uczymy się 2 podobnych języków, to niech nie będą one obok siebie w językowej rundzie. Między nimi odbyć się powinien minimum jeden inny tydzień, aby ryzyko mieszania się przy przechodzeniu z niedzieli na poniedziałek było mniejsze. Jeśli chodzi o kwestię poziomów języków naszego cyklu, to sam mam doświadczenie z nauką na wielu płaszczyznach czterech poziomów równocześnie (od A1 do B2). Można zatem oczywiście rozpocząć swoją przygodę z językiem od zera poprzez system tygodniowy i nadać nowemu „podopiecznemu” swoje własne 7 dni w rundzie. Nauka na poziomie A1 wymaga często większego nacisku i spędzonego czasu, aby ustabilizować się w podstawach.

Tak samo jest w przypadku języka na poziomie od B2 wzwyż, gdyż płynność lub chęć biegłości wymaga od nas dosyć częstego kontaktu z językiem. W takiej sytuacji możemy zastosować alternatywę dotyczącą języka przewodniego (także na jakiś czas w przypadku A1, jeśli jest naprawdę trudno) lub powtórki w okresie innych tygodni (o tych dwóch kwestiach pisałem powyżej). Jeśli chodzi o poziom średniozaawansowany, to wydaje mi się, że w wydaniu systemu tygodniowego to naprawdę dobra opcja, choć jeśli jest potrzeba, to częstsze powtórki mogą wchodzić w grę. Co do nauki na poziomie C, to nie mam z tym aż tak bogatego doświadczenia (na rok 2020), aczkolwiek wiem, że wtedy opcja języka przewodniego w systemie tygodniowym to coś idealnego; tym bardziej że na tak wysokim poziomie nauka nie jest już taka standardowa: polega głównie na otaczaniu się językiem i udoskonalaniu umiejętności, a także, biorąc pod uwagę fakt, że nasz zaawansowany język z małym prawdopodobieństwem będzie się nam mieszał z innymi, może nawet służyć jako narzędzie w nauce pozostałych języków.

Ułożenie obok siebie języków o większej przepaści w naszym poziomie to naprawdę ciekawe doświadczenie, które na dodatek może motywować nas do zgłębiania tego niższego języka, aby dorównać poziomem temu wyższemu. Taka inspiracja również może być zaletą systemu.

Należy wspomnieć też o samym planowaniu konkretnych tygodni. Zaznaczmy, że jeśli chodzi o charakter nauki, uczących dzieli się na dwa główne typy: osoby spontaniczne oraz planujące. Ja osobiście należę do tych drugich i podstawą każdego tygodnia językowego jest u mnie planner, a więc tygodniowa rozpiska polegająca na przyporządkowaniu poszczególnym dniom konkretnego materiału do realizacji. Mimo to są też osoby, które określają sobie względnie, czym się będą zajmować, ale nie precyzują, kiedy to uczynią, lecz przerabiają materiał wtedy, gdy mają chwilę/ochotę. Sam system tygodniowy już sam w sobie oparty jest na planowaniu, ale jeśli chodzi o rozkład materiału, to obydwa typy osobowości językowych mają szansę. Ci spontaniczni tworzą raczej zarys, czego się będą uczyć, ale pamiętajmy, żeby nie popaść w lenistwo i nie przekładać wszystkiego na ostatnią chwilę, bo choć mamy aż siedem dni, to przeżyjmy i wykorzystajmy je jak najlepiej.

Nie oznacza to jednak, że takie osoby z systemu skorzystać nie mogą. Może niektórzy czują jakąś presję ze względu na ilość materiału, ale jeśli samodyscyplina wygra, to kolejne tygodnie językowe będą owocne. Osoby planujące „od linijki” mają sprawę dosyć łatwą, gdyż dostosowują swoje potrzeby konkretyzowania materiału do danego tygodnia i przez bite siedem dni się tego trzymają. Co do samego rozplanowania, to ja sam proponuję rozłożenie różnych aktywności na każdy dzień. Mianowicie, codziennie troszkę gramatyki, porcja słówek nowych oraz oczywiście powtórzonych (gdyż jak już mówiłem, powtórki to podstawa funkcjonowania systemu) oraz jakiś rozwój kompetencji językowych (czytanie, słuchanie, mówienie, pisanie). Nie radziłbym przyznawania jednego dnia na konkretne zagadnienie. W obrębie samego tygodnia warto postawić na różnorodność i kombinację zagadnień, no chyba, że ktoś tak lubi i chce poświęcić na gramatykę np. cały wtorek, a na pisanie lub słuchanie cały piątek i iść tym tropem. Gdy przydzielamy materiał na konkretne dni, to warto, a nawet należy przy systemie tygodniowym wziąć pod uwagę ilość wolnego czasu, więc jeśli wiemy, żę w piątek go za wiele nie będzie, a w sobotę – wręcz przeciwnie, to przyporządkujmy piątkowi mniej kosztem tej soboty.

Przydzielając jednak materiał, czynimy to teoretycznie dla każdego dnia, ale praktycznie na cały tydzień. Jak to mawiam: „byle do niedzieli”, choć trwanie systemu tygodniowego w ramach tygodnia kalendarzowego nie jest twardą regułą. Można oczywiście organizować tygodnie językowe np. od czwartku do czwartku lub od soboty do soboty, ale moim zdaniem od niedzieli do niedzieli to zbilansowany czas, w którym mamy 5 dni roboczych i cały weekend z rzędu, co pozwala ładnie tę naukę rozplanować.

Odradzałbym przydzielenie na pierwszy dzień tygodnia językowego dużej ilości materiału, gdyż jeśli przeceniamy swoje możliwości, to zaległe np. słówka mogą się za nami ciągnąć przez 6 dni i zaburzyć harmonię tygodnia, a tego chcemy uniknąć. Mimo to tutaj przejawia się jednocześnie kolejna zaleta systemu, czyli zasada mówiąca, że jeśli w jeden dzień coś wypadnie, to mamy jeszcze sześć dni na nadrobienie. A nawet jeśli nie zdążymy z materiałem lub przerobimy niezadowalającą ilość, bo akurat dany tydzień jest bardzo „zabiegany” i nam po prostu coś ciągle wypada, to możemy sobie zdublować dane 7 dni jednego języka. Pamiętajmy, że jesteśmy panami własnego tygodnia (przy przestrzeganiu fundamentalnych zasad) i jeśli czujemy taką potrzebę, to droga wolna! Mówiłem o sprawiedliwym podziale czasu, ale jeśli dany język nie miał szansy na rozwój ze względu na czynniki odgórne, można chyba mu dać drugą szansę, czyż nie?

A tym bardziej, jeśli ktoś w formule systemu jest już obyty i dłuższy tydzień nie rozreguluje całego cyklu. Takie przedłużanie nie musi być też jedynie spowodowane opóźnieniem w realizacji materiału. Ja sam kilkukrotnie urządzałem sobie podwójne tygodnie, a to w czasie ferii, a to w czasie wakacji lub okazjonalnie w okresie świątecznym, i to z różnymi językami. Zabieg ten może być również przeznaczony dla naszych zaawansowanych lub bardzo podstawowych języków (w przypadku tych drugich, aby się po prostu na początku dobrze rozkręcić). Jeśli chodzi o samą ilość materiału, to jest to kwestia bardzo osobista i wszystko zależy od nas. Jeśli mamy taką potrzebę, to przerabiajmy dużo, byle efektywnie, dobierając  nasze ulubione metody. A co do czasu nauki, to teoretycznie wystarczy codzienny kontakt z językiem, liczony nawet w minutach, ale prawda jest taka, że mając z tyłu głowy myśl, że następna, pełna okazja do nauki dopiero za ileś tygodni, a teraz mamy tylko (albo aż) tydzień, możemy sami się motywować i poświęcać więcej czasu na naukę. Osobiście codziennie z języka robię bardzo dużo, ale wynika to z tego, iż językoznawstwo to ważna część mojego życia i każdego dnia.  

Jeszcze jedną kwestią, którą należy tutaj zaznaczyć jest, jak ja to nazwałem, szufladkowanie języków. System tygodniowy właściwie na tym się opiera. Pamiętajmy, że to, że mamy tydzień danego języka nie oznacza, że jeśli jest potrzeba, to nie wolno nam używać innego. Absurdalną rzeczą byłoby odmówienie sobie lub komuś użycia języka tylko ze względu na czas trwania innego tygodnia. Takie momenty nazywam sytuacjami awaryjnymi. Zasady, które cały czas powtarzam, zasadami, teoria teorią, ale w praktyce zależy nam na wykorzystaniu umiejętności, więc jeśli trzeba, to jak najbardziej posługujemy się naszym językiem (wyciągnijmy go na moment z szufladki). Czy to gdy się gdzieś wybieramy za granicę, czy to na lekcjach w szkole lub w pracy. Poza tym np. obejrzenie filmiku w innym języku czy krótkie przeczytanie czegoś to niewielkie „przewinienie”. Większość osób uczy się większej liczby języków hobbystycznie i to głównie w tym zakresie działają fundamentalne zasady, które mówią o tym aktywnym nie kontaktowaniu się z innymi językami, gdy to nie „ich czas”. Podejmujący się systemu tygodniowego powinien mieć to jednak na względzie i nie brać wyżej wspomnianych awaryjnych sytuacji jako wytłumaczenie do używania innego języka bez konkretnej potrzeby w innym tygodniu! Nie popadajmy zatem w skrajność. Po czasie praktykowania systemu tygodniowego, podczas takich prawdziwych sytuacji awaryjnych używanie innego języka będzie wiązało się zaledwie ze wspomnianym wyciągnięciem go z szuflady, co jest skutkiem zalety systemu dotyczącej niemylenia języków.

Dowody, że warto, czyli moja historia i moc systemu tygodniowego

Na sam koniec pozwólcie, że opowiem krótko o mojej własnej historii z tym autorskim systemem. Jak już wspomniałem w jednym z punktów, na tę chwilę (w chwili opublikowania artykułu jest 2020 rok) uczę się systemem tygodniowym 10 języków obcych. Wszystko jednak zaczęło się bardziej powoli. W 2015 roku, mając wówczas 12 lat, zainteresowałem się lingwistyką i odkrywaniem świata poprzez języki, zacząłem uczyć się naraz 5 nowych języków. Z latami przybywało ich coraz więcej i musiałem sobie wypracować jakiś sensowny sposób pogodzenia tego wszystkiego. System dzienny? Na początku był w porządku, ale przy coraz wyższych poziomach i większej liczbie języków stał się niemożliwy do zrealizowania.

Zacząłem się więc uczyć tygodniami i tak powstała cała geneza. Przez kilka lat obserwowałem zachowanie pamięci oraz cały cykl, aż w końcu odkryłem, że to ma naprawdę głęboki sens i można tę ideę rozszerzać! Poziom języków z czasem rósł, ale jego nie aż takie szybkie tempo wynikało z faktu liczby języków, a nie wykorzystania systemu, który wszystko bilansuje i w jakimś stopniu za mnie układa naukę. Sam wiem, że system pozwala utrzymać kilka języków naraz – nawet 2 czy 3 – o których pisałem, zharmonizować ich rozwój oraz zapewnić nam wiele innych profitów, które też wyżej przedstawiłem.

Planuję już naukę kolejnych języków i myślę, że wykorzystam wtedy najprawdopodobniej alternatywę o skracaniu tygodni (3+4). Jeśli chodzi o moje osobiste zwyczaje towarzyszące systemowi tygodniowemu, to od początku podchodzę do nich dosyć patetycznie. Przed każdym nowym tygodniem rozplanowuję materiał, tworząc planner w formie tabelki, na który nakładam później barwy flagi państwa. Taki flago-planner zostaje potem umieszczony w widocznym miejscu i pozwala mi jeszcze lepiej poczuć klimat kraju mojego języka. Poza tym o północy w niedzielę zawsze na rozpoczęcie nowego tygodnia rozbrzmiewa u mnie hymn jego państwa, co również ma podkreślić wagę języka. Ta procedura to już moja tradycja, do której jestem mocno przywiązany. Myślę, że taki ceremoniał związany z symbolami narodowymi państwa to świetne ubarwienie, które może umilić nam system tygodniowy.

To jak? Piszesz się na to?

Po odczytaniu wielu komentarzy i wysłuchaniu licznych opinii wiem, że system ma swoich entuzjastów oraz jednostki mu raczej nieprzychylne. Mimo to wierzę, że taki sposób nauki kilku języków naraz może okazać się efektywną metodą nie tylko u mnie, a u większej ilości osób, które mogą nawet według podanych propozycji go nieco zmodyfikować na swoje potrzeby, zachowując jednak bazę i ideę. Popularyzowanie tego autorskiego systemu to moja swoista misja, która ma pomóc uczącym się języków w ich własnym rozwoju. To, czy system tygodniowy jest czymś idealnym lub nawet odpowiednim dla Ciebie, sprawdzisz jedynie próbując go. Wierzę, że jest on w stanie zdobyć i Twoje serce! Otrzymałem już niejeden odzew, w którym uczący się relacjonowali mi swoje zastosowanie systemu, a przede wszystkim jego pozytywne skutki! Zapewniam, że naprawdę warto, chociażby na okres próbny. Jeśli dotrwałeś do tego momentu, Drogi Czytelniku, to liczę, że postanowisz wprowadzić do swojej nauki mój innowacyjny system i podzielisz się ze mną swoimi efektami, spostrzeżeniami czy refleksjami. Koniecznie daj znać, mocno trzymam za Ciebie kciuki! 

olek sikorski

Autor: Aleksander Sikorski

Młody gnieźnianin, pasjonat nauki języków obcych oraz miłośnik historii, aktualnie licealista. Laureat konkursów historycznych i lingwistycznych, nagradzany za osiągnięcia w nauce. Na dzień dzisiejszy mówi po angielsku, niemiecku, hiszpańsku, francusku, rosyjsku, włosku, węgiersku, litewsku i duńsku, uczy się łaciny a w planach ma kolejne języki! Jeden z najaktywniejszych członków społeczności „Językowa Siłka”, kreator i pionier systemu tygodniowego – opracowanej przez siebie innowacyjnej metody nauki języków, którą sam praktykuje i popularyzuje. Lingwista i umysł humanistyczny w 100%, swoje pasje ma zamiar realizować zawodowo. Prywatnie wielbiciel średniowiecza (szczególnie czternastowiecznej Polski), dobrych książek i seriali historycznych, sztuk plastycznych, języków i kultur Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Litwy i wszystkiego, co z nią związane (litewski to jego dotychczasowy ulubiony język).