Jak nauczyłem się nazw estońskich dni tygodnia w trzy minuty?

Dziś Was zaskoczę – tym razem będzie mało rozważań i teorii, zaś bardzo dużo czystej praktyki. A przynajmniej bardzo się postaram. Na krótkim i treściwym przykładzie pokażę Wam prostą mnemotechnikę, z zastosowaniem której bardzo łatwo można nauczyć się dowolnego ciągu jakoś ze sobą powiązanych słów/zdarzeń czy liczb.

W przypadku języków sprawdzi się to najlepiej przy nauce dni tygodnia, nazw miesięcy, nazw pór roku czy nawet liczb, a pewnie i wielu innych. Ale można tej techniki użyć także próbując zapamiętać okresy historyczne czy geograficzne. Wiecie, te wszystkie orogenezy alpejskie i plejstoceny (sam się tego kiedyś uczyłem „na piechotę” i wiem, jakie to uciążliwe).

No właśnie… bo zastosowanie tej techniki najlepiej udaje się… z lenistwa. Opowiem Wam historię. Jakiś tydzień temu siedziałem sobie na kanapie w moim mieszkaniu. Za oknem ciepło nie było, pachniało zapewne jakimś fajnym jedzonkiem, bo pora była okołokolacyjna. Podczas tej niemalże medytacyjnej atmosfery apkowałem sobie na telefonie, ucząc się estońskiego (w ostatnim akapicie więcej na ten temat). I nagle natrafiłem na moment, kiedy moim oczom ukazało się mniej więcej coś takiego:

estońskie dni tygodnia

Przeczytaj też mój artykuł o tym, jak się uczyć słówek!

Nazwy tygodni w niczym nie przypominające niczego. W pierwszym odruchu już miałem wkuwać to jak typowy 13-latek daty z wojen krzyżackich, tymczasem przypomniałem sobie, że od 13-latka, którego system edukacji nie nauczył, jak się uczyć, różnię się tym, że znam pewne magiczne sztuczki. I tak postanowiłem stworzyć historię. I brzmiała ona tak:

Tydzień w Tallinie

W pewien zimowy czas, roku pańskiego 2018 byłem sobie w Estonii. Konkretniej w Tallinie. Wyjątkowo się zdziwiłem, kiedy okazało się, że akurat w tym tygodniu w Tallinie odbywa się turniej tenisowy z udziałem Rafaela Nadala (nädalapäevad). Tydzień Nadala w Tallinie? Nie do wiary – pomyślałem, przecież tutaj tenis jest niezwykle mało popularny. I to w zimie?

Ten tydzień w ogóle był dziwny. W poniedziałek dostałem dziwnego esemesa (esmaspäev), w dodatku bez nadawcy. Mówił on, że we wtorek szkolenie w Tallinie ma Brian Tracy (teisipäev) i że koniecznie muszę się na tym szkoleniu pojawić, gdyż dla mnie będzie ono ekstraordynaryjną wręcz motywacją i poznam fajne narzędzia efektywnej pracy. Pewnie jakaś reklama. Na szkoleniu rzeczywiście się pojawiłem i ku mojemu zdziwieniu miałem okazję porozmawiać z prelegentem. Co prawda mało było uczestników, ale Tallin to nieduże miasto. Brian pogadał ze mną po angielsku na temat moich pomysłów i powiedział „Call me (kolmapäev) on Wednesday”, żebym zadzwonił do niego w środę.

W czwartek udałem się już samotnie do kina na film, który bardzo lubię – szczególnie za muzykę – a była to Amelia (neljapäev). To też było dziwne – w Polsce ten film grali jakieś dziesięć lat temu. Cały długi, trzydniowy weekend spędziłem zaś w hotelowym łóżku, oglądając telewizję, siedząc na laptopie i telefonie… ogólnie, niewiele robiąc. Pogoda nie zachęcała do wychodzenia. W piątek przejrzałem całe hiszpańskie media społecznościowe (redes sociales (es.) – reede (piątek po estońsku)), głównie Facebooka i Instagrama. W pozostałe dwa dni też postanowiłem zostać w łóżku, gdyż w sobotę lał (laupäev) deszcz, a w niedzielę była straszna pluha (pühapäev). Nie, nie plucha! 😉

*Nigdy nie byłem w Tallinie, a przy wymyślaniu historii nie ucierpiało żadne zwierzę; także zbieżność wtorku i osoby amerykańskiego trenera biznesu świecącego zębami z każdej półki w Empiku jest zupełnie przypadkowa. Nie byłem też na żadnym jego szkoleniu, ani tym bardziej nigdy z nim nie rozmawiałem.

Wytłumaczenie

To, że w Estonii każdy dzień poza piątkiem jest pawiem wiedziałem już od dawna więc nie miałem potrzeby uczenia się tego od nowa. Wystarczyło nauczyć się co każdy paw ma przed sobą w nazwie. Ktoś mógłby też powiedzieć, że ułożenie takiej historii to więcej niż 3 minuty, ale uwierzcie, że wystarczy trochę wprawy i wszystko to dzieje się w dużej mierze automatycznie, skojarzenia same przychodzą do głowy.

Oczywiście przy układaniu historii dokładnie patrzyłem na oryginalne nazwy dni tygodnia, a następnie (już po tytułowych 3 minutach  – po których rzeczywiście wszystko to zapamiętałem!) wszystko to wiele razy sobie powtórzyłem, a historia w międzyczasie trochę się pozmieniała (w pierwotnej wersji wszystko to łączyło się ze sobą bardziej ściśle, nie było za to podziału na czynności w konkretne dni tygodnia, choć i tak podział na siedem elementów umożliwił bardzo proste zapamiętanie całości. Modyfikacje wyniknęły głównie podczas powtarzania całości w celu utrwalenia wiedzy. Na początku całość była też znacznie znacznie krótsza.)

Wiadomo też, że początkowo przez jakiś czas musiałem sobie przypominać co „robiłem” w tym Tallinie w środę, czwartek, czy w poniedziałek i nie zawsze przychodziło to do głowy od razu, ale po utrwaleniu opowiastki teraz w głowie nie mam wcale – ku zaskoczeniu niektórych – niedzielnej pluchy, lecz po prostu pühapäev. Ot tak – wystarczyło trochę poćwiczyć użycia nazw tygodnia w praktyce.

Inne zastosowania

Estoński jest dla mnie pierwszym językiem na tyle różnym od innych języków, których się uczyłem, że z absolutnie niczym mi się nie kojarzy –  przynajmniej w 99% przypadków. Z tego względu wydaje mi się, że właśnie przy nauce takich języków idealnie sprawdzą sie mnemotechniki. Wyobrażam sobie, że nauka chińskich rzeczowników (które też z niczym mi się nie kojarzą) poprzez układanie historyjek z psem, kotem, ropuchą czy smażonym ryżem przyjdzie mi równie naturalnie i równie przyjemnie. O ile za kilka lat wreszcie usiądę do tego przepięknego języka. Tymczasem wracam do estońskiego! Bardzo ważne jest też, by podczas stosowania mnemotechnik pamiętać o odwoływaniu się do emocji, naszych przeżyć oraz naszej dotychczasowej wiedzy. Dzięki temu połączymy nowe informacje z tymi już przez nas znanymi. Z czasem skojarzenia staną się tak naturalne, że pewnie nieraz sam siebie zaskoczysz. Ja w życiu bym nie pomyślał, że historia z Tallinem tak się właśnie potoczy! 😉

Estoński w Speakly za darmo

Swoją drogą powyższy screen pochodzi z apki Speakly (dla tych, którzy zastanowili się w tym momencie „na co międzynarodowej aplikacji możliwość nauki akurat estońskiego” to po prostu start-up z Tallina ;)), do której dostęp – jeśli chodzi o język estoński – można uzyskać za darmo wpisując kod EV100. To prezent dla uczących się tego języka z okazji 100-lecia niepodległości Estonii. A takich i innych rzeczy dowiedzieć się można, będąc aktywnym członkiem Językowej Siłki na facebooku (Agata – dziękuję za info o tej apce, jest świetna! :D). Miłego dnia wszystkim!

A jakie są Twoje metody na zapamiętywanie z pozoru trudnych do zapamiętania treści? Robisz to zupełnie tradycyjnie czy też wprowadzasz innowacje podobne do moich? Koniecznie daj znać w komentarzu! Dziękuję!

Patryk Topoliński

Pomysłodawca i założyciel Językowej Siłki, wyzwania Język w Rok oraz Językowego Sklepu. Wierzę, że nauka języków może być przyjemnością. Jestem psychologiem i trenerem językowym oraz poliglotą. Wierzę, że każdy język jest kluczem do nowego świata i nowej rzeczywistości. „Żyjesz tyle razy, ile znasz języków”. Ja żyję 10 razy: po polsku, angielsku, hiszpańsku, niemiecku, włosku, grecku, francusku, szwedzku, rosyjsku i portugalsku (wariant brazylijski). Jestem autorem książek na temat samodzielnej nauki języków (ponad 4000 Czytelników), twórcą autorskiej metody i kursu online Język w Rok. Prowadziłem też wykłady na uczelniach (m.in. na Uniwersytecie Jagiellońskim i Uniwersytecie Warszawskim) oraz współpracowałem z przedsiębiorcami i sportowcami, pomagając im osiągać językowe cele.