edukacja domowa

Wielojęzyczność a edukacja domowa, czyli rozmowa z p. Dorotą Wernik

Wielojęzyczność w edukacji domowej – co?, jak?, dlaczego? na te pytania odpowie p. Dorota Wernik, wychowująca trójkę dzieci, w trzech językach od ponad 20 lat.

Jeśli kiedykolwiek rozważaliście połączenie edukacji z wielojęzycznością lub zwyczajnie temat Was zaintersował, to ten artykuł pomoże odpowiedzieć na kilka pytań. Pani Dorota Wernik poznała i doświadczyła zalet wychowywania dzieci wielojęcznych w edukacji domowej na własnej skórze. Wielojęzyczność i edukacja domowa towarzyszą jej od ponad 20 lat.

Opowiedz, proszę krótko o swojej rodzinie i pracy.

 Jesteśmy polsko-tajwańską rodziną. Od 16 lat mieszkamy na Tajwanie. Trójka naszych dzieci  – Zosia (21) , Jaś (16) i Ania (8) – nigdy nie chodziła do szkoły, były (i nadal są) edukowane w domu. Zosia prowadzi swoją własną firmę w Japonii i tam spędza kilka miesięcy w roku. Jasiek jest młodym jazzmanem, gra w trzech jazz bands na saksofonie, a także zajmuje się pieczeniem ciastek, które sprzedaje do restauracji i przez Internet. Ja poza nauczaniem domowym pracuję jako doradca d/s homeschoolingu w Biurze Edukacji miasta Tajpej.

Czy jeśli chodzi o dzieci, to jest to edukacja domowa na Tajwanie czy w polskim systemie?

Cała trójka była i jest w systemie tajwańskiej edukacji domowej.

Jakimi jezykami posługujecie się w domu?

W domu od zawsze mówimy w trzech językach: z dziećmi rozmawiam po polsku, z mężem po angielsku, a mąż z dziećmi po chińsku. Dawniej z dziadkami dzieci miały okazję mówić po tajwańsku.

Dlaczego zdecydowaliście się na wychowanie wielojęzyczne?

Przyszło to zupełnie naturalnie, nie wyobrażałam sobie mówienia do dzieci w żadnym innym języku niż mój ojczysty (chociaż język angielski znam bardzo dobrze). Mój mąż z kolei chciał przekazać im język chiński (mandaryński). Najstarsza córka urodziła się w USA i tam mieszkaliśmy przez pierwsze dwa lata jej życia, kolejne 2 lata spędziliśmy w UK. Tak więc otaczał ją język angielski, w naturalny sposób nauczyła się więc angielskiego.

Jakie metody zastosowałaś?

Główną metodą, którą stosowaliśmy gdy dzieci były małe był OPOL, czyli One Parent One Language (każdy z rodziców mówi do dziecka w swoim ojczystym języku). W naszej rodzinie metoda ta sprawdziła się w 100%. Staraliśmy się również co roku jeździć do Polski lub zapraszać Babcię na Tajwan. Dużo czytamy we wszystkich trzech językach. Mamy również kontakt z innymi polskimi rodzinami na Tajwanie.
Interesuje Cię edukacja domowa i wielojęzyczność? Więcej o wielojęzyczności możesz przeczytać tutaj https://jezykowasilka.pl/wielojezycznosc/ 

Na jakie trudności się natknęłaś? W jaki sposób sobie z nimi poradziliście?

Gdy Jaś był mały nie chciał mówić po polsku, chociaż wszystko rozumiał. Zawsze powtarzałam mu, że jeśli chce mi coś powiedzieć, to musi to zrobić w języku polskim, z Zosią też ma rozmawiać po polsku jeśli taty nie ma w pobliżu. Gdy miał 5 lat na prawie dwa miesiące pojechaliśmy do Polski, zapisałam go wtedy na kilka tygodniu do małego osiedlowego przedszkola. Pomogło to mu bardzo “przestawić się” na polski i od tego czasu nie mieliśmy już problemów “językowych”.

Czy mieliście problemy z przedmiotami, których dzieci nie chciały się uczyć i jak je rozwiązywaliście?

Największy problem przy starszej dwójce sprawiała nauka chińskiego. Pomimo usilnych starań moich, męża i kilku nauczycieli ani Zosia ani Jaś nie polubili czytania i pisania po chińsku (nie ma się co dziwić, bo rzeczywiście pismo jest trudniejsze od angielskiego czy polskiego). Nie pomogli różni nauczyciele ani wynajdywanie ciekawych książek czy tematów, chiński ich nie interesował. Teraz gdy dorośli, sami wreszcie rozumieją, że mieszkając w chińskojęzycznym kraju, język chiński jest im potrzebny i sami się “dokształcają”. Chemia i fizyka również nie zainteresowały dzieci. Wiedząc, że te przedmioty nie przydadzą się im w przyszłości, zakończyliśmy ich naukę na poziomie gimnazjum. Z resztą przedmiotów nie było nigdy większych problemów,

Czy dzieci zainteresowały się jakimiś innymi językami z własnej inicjatywy?

Od kilku lat spędzamy przynajmniej jeden miesiąc w roku w Japonii, więc siłą rzeczy starsze dzieci osłuchały się z japońskim i przyswajają go w naturalny sposób.

Jak wygląda Wasz przykładowy dzień, jak w praktyce wygląda u Was edukacja domowa?

Przed południem staram się zrobić lekcje z Anią – codziennie matematykę, chiński oraz polski lub angielski. Gdy pracujemy nad jakimś projektem tematycznym, to przez kilka dni koncentrujemy się na nim. Jasiek jest w pierwszej licealnej i poza matematyką, interesuje się historią, geografią i anatomią. Popołudniami Ania ćwiczy na pianinie, czyta lub ma zajęcia poza domem, a Jasiek ma próby zespołów muzycznych lub koncerty.

Czy dzieci mają grupki znajomych – jeśli tak to gdzie je poznały (czy zajęcia dodatkowe czy raczej lokalna społeczność) i czy nie czuły się w żadnym momencie życia wyobcowane?

Społeczność homeschoolingowa na Tajwanie, a szczególnie w Taipei, bardzo się rozrasta. Są organizowane zajęcia tylko dla dzieci w edukacji domowej, są wycieczki, dłuższe wyjazdy. W tych grupach rodzą się długotrwałe przyjaźnie. Zosia (21 lat) nadal utrzymuje kontakt ze znajomymi, których poznała gdy miała mniej niż 10 lat. I chociaż jej znajomi studiują teraz na trzech kontynentach, to gdy wracają na Tajwan zawsze się spotykają. Większość znajomych Jaśka (16 lat) jest starsza od niego, wszyscy są muzykami jazzowymi. Gra z nimi w kilku orkiestrach, od kilku lat bierze udział w festiwalach jazzowych.

Jasiek ma także kolegów z drużyny piłki nożnej, ale niestety nie mają oni czasu spotykać się poza treningami, bo muszą uczyć się do szkolnych testów. Ania ma z kolei grupkę kolegów i koleżanek mówiących po polsku, są to dzieci z polskich i mieszanych rodzin mieszkających na Tajwanie. Co do czucia się innym, wyobcowanym, to nawet dzieci chodzące do szkoły mogą się tak czuć. Bycie innym, odstawanie od grupy, nie jest łatwe. Moje dzieci są jednak na tyle otwarte i bezproblemowe, że potrafią odnaleźć się w każdej grupie, czy to na Tajwanie, czy w Polsce, czy też w Japonii. Świetnie dogadują się zarówno z młodszymi jak i ze starszymi. Łatwo nawiązują kontakty z rówieśnikami i potrafią znaleźć wspólny język prawie z każdym. A jak spotkają na swojej drodze kogoś wrogo nastawionego, to się tym nie przejmują.

Skąd pomysł na polączenie edukacji domowej z językami?

Bardzo zależało mi by dzieci nie tylko mówiły po polsku, ale by również pisały i czytały w tym języku, a także znały historię i literaturę polską. Gdyby chodziły do szkoły na Tajwanie byłoby to niemożliwe. W domu używamy podręczników i książek w trzech językach, większość naszych projektów jest również trójjęzyczna. Pojęcia matematyczne, biologiczne, fizyczne, chemiczne dzieci również znają w trzech językach. Znajomość trzech języków bardzo przydaje się Zosi, która m.in. dzięki temu dostała letnią pracę w USA.

Jak dużo czasu spędzasz na przygotowanie i zaplanowanie zajęć? Skąd czerpiesz inspiracje i pomysły na zajęcia?

Lekcje planuję w niedzielę wieczorem. Czasami zajmuje mi to godzinę lub dwie, a czasami dłużej. Gdy zaczynamy jakiś projekt, to przygotowanie materiałów do niego zajmuje mi dużo więcej czasu – wizyta w bibliotece, znalezienie odpowiednich stron internetowych, przeszukanie książek w domu, wydrukowanie materiałów – czasami to cały dzień lub kilka dni pracy. Pomysłów na nauczanie i na projekty mam mnóstwo, niektóre same wpadają do głowy, a inne czerpię z różnych blogów i stron internetowych. Bardzo żałuję, że mamy tak mało czasu na realizację tych pomysłów.

Co byś poradziła rodzicom rozważającym wychowywanie dzieci w duchu wielojęzyczności?

Na pewno nie należy się poddawać, trzeba być konsekwentnym i gdy dzieci są małe starać się nie mieszać języków (jedna osoba – jeden język). Nie można jednak sprawić by nauka języków stała się obowiązkiem lub wręcz przymusem, dzieci powinny przyswajać języki w naturalny sposób. Oczywiście najbardziej pomocne są wyjazdy do krajów, w których dany język jest dominujący, jednak nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić, dlatego dobrze jest znaleźć inne rodziny mówiące w tych samych językach co my. Pamiętajmy również o czytaniu dzieciom w różnych językach.

Gdzie można Cię znaleźć?

Od kilku lat prowadzę blog, którego tematem jest edukacja domowa i wielojęzyczność w naszej rodzinie – Babel School in Taiwan https://ourbabelschool.blogspot.com/
Jesteśmy także na Instagramie – ourbabelschool